Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alkohole świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alkohole świata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2012

Piwa belgijskie

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Mowa będzie o trunkach trapistów, czyli o wyrobach zakonnych, które dziś – wespół z browarami klasztornymi – produkują największe koncerny w Belgii.

Z odmian najbardziej znanego Chimay przytoczyć warto typ Westvleteren z Ypres – mocny, ciemny, długo leżakujący i fermentujący w drewnianych beczkach. Ponadto, wielką estymą cieszy się gatunek Labic, czyli wyrób z doliny Senne, położonej nieopodal Brukseli. Miksturę tę komponuje się z mieszanki zbóż i poddaje spontanicznej fermentacji – to jest takiej, której nie kultywuje już żaden browar na świecie. Wygląda ona następująco: brzeczki (a więc połączenie wody, pszenicy oraz jęczmienia) nie zaszczepia się drożdżami, a pozostawia w otwartych beczkach bądź w kadziach. Następnie rozchyla się wszystkie okna fermentowni – drożdże występujące w stanie naturalnym, rozpoczynają wówczas powolną fermentację. Trwa ona miesiącami, a niekiedy wydłuża się do roku leżakowania. Dojrzewanie piwka w drewnianych beczkach powinno trwać pięć lat – uzyskuje się w ten sposób doskonały, choć nieco cierpki posmak, a także średnią zawartość alkoholu (ok. 5%).


Belgijki, lubiące pić również wina i rum, zachwalają zwłaszcza sylwestrową odmianę narodowego piwa – zwaną gueuze – tworzy się je poprzez kupażowanie różnych roczników. Ponieważ defermentuje ono w butelkach typu szampańskiego, zamkniętych naturalnym korkiem, po otwarciu uzyskujemy niewielką pianę, masę bąbelków plus nieco kwaśny posmak. Gueuze powinno leżakować około dwóch lat – jest kupowane czy zamawiane na Nowy Rok, na urodziny, imieniny i ważne rocznice.


Belgowie szczycą się swymi piwami specjalnymi – np. owocowymi. Idolem został kriek, wytwarzany z kwaśnych wiśni, rosnących na przedmieściach w Schaerbeek. Sok wiśniowo łączy się tu z piwem lambic oraz poddaje maceracji, trwającej maksymalnie osiem miesięcy. W rezultacie cieszymy swe podniebienie migdałowym smakiem, płynącym z pestek wiśni. Podobnie dzieje się z piwem Framboise oraz Frambozen, opartym na bazie malinowej. Wśród turystów, zjeżdżających do Belgii w celu poznania szumnych reprezentantów niderlandzkiego browarnictwa, furorę robo Kwak czyli piwny egzemplarz serwowany w specjalnej szklance. Gdy tę szklankę – róg ściągniemy z drewnianej podstawki, musimy wypić zawartość kufla jednym duszkiem – w przeciwnym razie złoty płyn, przy akompaniamencie głośnego „kwak!”, wyleje się na nas lub na stół. Takie to oto są belgijskie rozrywki!


Ciemne odmiany konkurują tu z jasnymi piwami, które choć mają delikatną barwę, dosłownie zwalają z nóg amatorów degustacyjnych. Takimi mocarzami są De Verboden Frucht, Duvel oraz Tripel z Brugii. Łagodniejsze, białe piwa zwą się blanche – widać w nich lekką zawiesinę zbożową. Są słabe w sensie alkoholowym, a dobrze schłodzone, znakomicie orzeźwiają. Wszystkie gatunki i odmiany pija się z odpowiednio dopasowanego szkła – mogą być to kufle, wysokie szklanki oraz wspaniałe kielichy. Do wybranych trunków dodać można plaster cytryny czy też słomkę, a na przekąskę – kromkę żytniego chleba z twarogiem oraz z rzodkiewkami. Jeśli więc nie byliście jeszcze w Belgii, zwiedzenie piwnych ścieżek tego kraju będzie dla Was wspaniałą przygodą. Przygotujcie się na liczne, smaczne degustacje!

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kiper: wykształcenie, praktyki, odznaczenia. Odsłona pierwsza

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Znawcy win mawiają: Vina fere dulces duere mane Camenae – Bodajby słodkie muzy od rana pachniały winem. Dodają też, że wino jest przyjacielem artystów i nieprzyjacielem pijaków.

Jak rozpoznać zawodowego kipera, oceniającego smak wybranego trunku? Otóż zawsze pije on na stojąco i nie połyka alkoholu, a wypluwa go do spluwaczki. I choć specjalista taki uchodzi za wielbiciela wina, w pracy ma je - po prostu - obiektywnie oceniać. Poza pracą może rozkoszować się smakiem wybranych gatunków, a także cieszyć oko kolekcją zgromadzonych wyrobów.

Wina ocenia się też pod kątem wizualnym – patrzy się na nie (wlane do białego kieliszka), kierując szkło pod światło i sprawdzając klarowność płynu, jego barwę. Pokręcając kieliszkami, kiperzy poznają zapach winny, wydobywają bukiet aromatyczny i są w stanie wymienić wszystkie składniki, jakich użyto przy produkcji danej marki. Po tych oględzinach duży łyk wina trzyma się chwilę w ustach, by poczuć pełnię smaku. Połykać nie trzeba – kubki smakowe należy też przygotować do kolejnej konsumpcji.

W swej pracy kiperzy muszą kierować się obiektywizmem, chociaż jest trudno, bo wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje i dane odmiany mogą u jednych degustatorów zdobyć punkty, a przez innych zostać niezauważone. Oczywiście, ważne jest to, gdzie raczymy się danym winem – ponoć popijając włoskie wyroby, najlepiej jest stać na nasłonecznionym tarasie w Toskanii, zaś smakowanie francuskich szczepów powinno przebiegać w piwniczkach regionalnych winnic lub w cieniu rozległych plantacji. Wówczas całe otoczenie będzie współgrać ze smakiem wina. Będzie je naturalnie podkreślać…

Co ciekawe, zawodowi kiperzy, zwłaszcza przed sędziowaniem w winnych konkursach, muszą bardzo uważać na swój zmysł smaku. Zabronione jest wtedy jedzenie pikantnych potraw, używanie dużej ilości soli czy pieprzu, jedzenie lodów i picie wódki. Wszystkie te czynniki powodują wszak zmniejszenie aktywności kubeczków smakowych. A te – jak wiadomo – są narzędziem pracy kiperów.

Ciekawie wygląda cały konkurs w smakowanie – przed sędziami stoją wina w karafkach, a nim szacowne gremium zacznie degustację, to właściciele konkretnych winnic wypijają po łyku ze swych butelek. Wpisane jest to w pradawną etykę – jeśli właściciel wina nie padł martwy po skosztowaniu własnego wyrobu, kiper mógł być spokojny – do karafki nie dosypano trucizny.

Wszelkie wady genetyczne lub nabyte, ograniczające zmysł powonienia czy smaku, dyskwalifikują kandydatów na kiperów. Zresztą, nim zdadzą oni egzamin, ich zmysły będą niejednokrotnie sprawdzane i wtedy rozstrzygnie się, czy pretendenci do tego fachu posiadają należytą wrażliwość na winne doznania.

Wino ocenia się następująco – może być ono rasowe, wielkopańskie, prymitywne lub (co najgorsze) ordynarne. Charakter jego bywa silny, słaby, męski, żeński, bogaty, ubogi, solidny, siermiężny, szlachetny, prymitywny, żywy, martwy, pełny, tłusty, chudy, bez wyrazu czy – dla odmiany – pełen wyrazu właśnie. Kolor win mierzy się pod względem mnogości jego odcieni (tzw. szaty) i najlepszy jest krystaliczny, iskrzący się (ale bez tęczowych odblasków, wskazujących na chorobę trunku). Bardzo istotny wątek stanowi zapach: złożony z aromatów pierwotnych, pochodzących z owoców oraz aromatów wtórnych, powstających podczas fermentacji. Obok głównej nuty formują się zapachy poboczne: owoców, kwiatów, poszycia leśnego, grzybów, dziczyzny, skóry, minerałów etc.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kiper: wykształcenie, praktyki, odznaczenia. Odsłona druga

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Od zawodowego krytyka win wymaga się następujących cech charakteru: niezależności osądów, odwagi konsumpcyjnej, doświadczenia degustatora, odpowiedzialności za słowo i czyn, wrażliwości zmysłowej, skoncentrowania na wysokiej jakości oraz szczerości w kontaktach z ludźmi.

Mieszanka tych przymiotów tworzy kipera – profesjonalistę, znawcę trunków i autorytet poważany w swej dziedzinie. Cenne jest również bogactwo językowe, posiadane przez sędziów, oceniających rozmaite wina. Sposób opisania testowanych produktów zależy od wyobraźni kipera, od zakresu jego słownika. Co ważne – nie istnieje jeden, ogólnie przyjęty absolut sędziowski, oznacza to, że tak samo może ocenić dane wino utytułowany degustator, jak i amator, po raz pierwszy kosztujący dany alkohol. Obie opinie, bardzo często, są spójne – zwłaszcza jeśli chodzi o tzw. wina z górnej półki.

Zgubą dla kiperów jest rutyna, a także nadmierne oszołomienie kubeczków smakowych. By w pełni doceniły one walory testowanego trunku, muszą być oczyszczone i niepodrażnione innymi smakami. Powiada się, że wino to tajemnica zaklęta w butelce, obnażająca swe sekrety za pomocą kieliszka. Kiper odkrywa te tajniki podczas pięciu faz osądu: wizualnej, węchowej oraz smakowej, podzielonej na trzy etapy – posmak długi, średni i krótki. Wszystkie one mają służyć przyjemności konsumenta, a także w sposób wyrafinowany potwierdzić powiedzenie: kto wino pije, ten naprawdę żyje.

Skupiając się na tej pierwszej części oceny, wspomnieć trzeba, że barwa konkretnego wina, wraz z upływem czasu, ulega modyfikacjom. Białe wina, starzejąc się, zyskują na kolorze, blakną zaś czerwone oraz różowe odmiany. Zależy to od typu winogron, wykorzystanych przy produkcji różnych gatunków. Szczep chardonnay, zazwyczaj, osiąga głębszą barwę niż riesling. Znaczenie mają też warunki, w jakich wino dojrzewało. Wiadomo bowiem, iż trunek trzymany w beczkach dębowych, szybciej ciemnieje.

Po oględzinach wina, pora na jego wąchanie. Mieszanie napoju w kieliszku plus okręcanie go, wyzwala bukiet aromatyczny – alkohol nabiera tlenu i uwalnia zawarte w sobie ekstrakty, związki eteryczne i aldehydy. Owo napowietrzanie wina sprawia, że smak trunku staje się wyraźniejszy.

Nadchodzi więc moment, by rozpocząć kosztowanie. Generalnie, obowiązują trzy główne smaki winne: słodki, kwaśny i gorzki. Ich składowe rozpoznaje się w czasie jednej minuty – pierwsze piętnaście sekund zajmuje poszukiwanie słodyczy, drugie piętnaście ma wystarczyć na określenie tzw. owocowości, kolejne piętnaście sekund trwa ocena zrównoważenia wszystkich składników, a przez ostatnie sekundy poznaje się wagę wina. Może być ona lekka, średnia lub pełna. Aparaturą testująca poszczególne gatunki staje się wrażliwe podniebienie kipera – punktu odniesienia w ocenie sędziowskiej, degustator szuka we własnym doświadczeniu. Bycia specjalistą od winnych smaków.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kiper: wykształcenie, praktyki, odznaczenia. Odsłona trzecia

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Degustacje win dzielimy na horyzontalną albo poziomą, polegającą na ocenie trunków z tego samego rocznika, lub skupionych wokół tej samej generacji.

Pionowe testowanie zachodzi, gdy kosztuje się po sobie kolejne roczniki tego samego wina. Może też być konkurs „w ciemno”, stanowiący dla wszystkich sędziów dobrą lekcję pokory. Zgaduje się wówczas wszystko: rocznik, markę, rodzaj szczepu, co zawsze niesie ze sobą przypomnienie o magii wina. O tym, że potrafi ono nieraz zaskoczyć. Nawet najwierniejszych swych fanów.

Szczególnie dobre marki określa się mianem vinum theologicum, czyli winem teologicznym. W nazwie kryje się aluzja do średniowiecznej wiedzy mnichów, pozwalających im tworzyć niezwykłe nalewki. Leczące choroby i – choć to wbrew nauce ówczesnego kościoła – niosących wielkie zadowolenie konsumpcyjne.

Degustacje winne można podzielić na oficjalne oraz prywatne, odbywające się we własnym domu, w gronie bliskich osób. Te drugie mają cel czysto rozrywkowy – dobrze jest czasem spotkać, nie tylko nad kuflami z piwem czy przy drinkach z wódką, ale także wokół butelki markowego wina. Ono, jak mawiają eksperci, jest głosem prawdy: in vino veritas

Kiperów cechuje silna wiara, że nawet jeśli kończy się rok wyjątkowo nieurodzajny w dobre szczepy winne, to i tak gdzieś na świecie powstał egzemplarz wyjątkowego, nietuzinowego trunku. Marzenie o jego zdobyciu towarzyszy smakoszom win przez całe dwanaście miesięcy. W okresie karnawału, najczęściej, organizują oni sympozja czy zebrania sędziowskie, sumujące miniony czas testowania.

Ocenom win służą różne tabele – jedną z nich stworzyło koło aromatów, skupione wokół profesorów z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Wyróżniono tam, obowiązujące na całym świecie, grupy aromatów: owocowych, warzywnych, kwiatowych, korzennych, zwierzęcych, drożdżowych, chemicznych, mineralnych, ziemistych, drzewnych, spalenizny (!), słodkich i orzechowych. Bogata ta mieszanka woni potwierdza trud pracy kiperów. Muszą oni świetnie orientować się, która nuta zapachowa jest tą główną, a które aromaty należą do współtowarzyszących.

Testowane gatunki ocenia się, najczęściej, wedle jednej z trzech skali: dziesięcio -, dwudziesto -, stu punktowej. Ogół przyznawanych punktów dzielimy na wygląd, zapach, smak i ogólną jakość. Początkowa pula to 50 możliwych punktów startowych, następnie sam kolor może zebrać do pięciu punktów, aromat – 15, smak – 20, a ogólny poziom – do dziesięciu punkcików. Najwyższą notą, jak w dawnej szkole, jest piątka (90-100 punktów), czwórka (80-89), potem może pojawić się trójka (70-79), a dwója to poniżej 70 punktów klasyfikacji. Wino wybitne może dostać pięć gwiazdek, cztery oznaczają trunek znakomity, trzy – dobry, dwie – przeciętny. Po takich notowaniach, już wiadomo, jak będą wyglądać ceny za najwyżej oceniony alkohol. Wiadomo też, dlaczego warto po niego sięgnąć.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Domowe winka

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Dziadkowie mawiali, że ze wszystkiego można zrobić wino – trzeba tylko wiedzieć, w jakich proporcjach łączyć składniki i ile czasu poświęcić na fermentację.

Jeśli więc dysponujemy koszem czy wiaderkiem owoców wprost z sadu, zastanówmy się, co jeszcze będzie nam potrzebne przy produkcji tradycyjnej, domowej nalewki. Zaopatrzyć się trzeba w drożdże winne, w pożywkę dla drożdży oraz w wodę. Z niezbędnych sprzętów produkcyjnych wymienić trzeba sokowirówkę, która pomoże nam wycisnąć moszcz (a więc: sok) z owoców, a także butlę, zwaną również balonem – stworzoną specjalnie do wina (objętość 34 l lub więcej), które chcemy uzyskać na drodze fermentacji burzliwej. Przy zwykłym fermentowaniu, wystarczy mniejszy gąsiorek, wyposażony w szklaną rurkę do ściągania wina (standardowa pojemność: 20 l). Dodatkowo, niezbędne są butelki do wina plus korki do tychże butelek oraz szczotki, na długich uchwytach, idealne do mycia butli. Jeśli chcemy nabyć cały osprzęt za jednym zamachem, liczmy się z wydatkiem około 150 zł.

Zwykle, owocami z których udaje się osiągnąć najpyszniejsze wino, są jabłka, wiśnie, porzeczki białe oraz czerwone. Winka jabłkowe, porzeczkowe, a także wiśniowe szybko fermentują i dość łatwo się klarują – stąd wybór tych właśnie darów sadu. Ale nieraz słyszy się o osobach, które stworzyły autorskie smaki win: agrestowe, śliwkowe, czy nawet… arbuzowe!

Grunt, by wybrane przez nas owoce nie były przesadnie soczyste. Dlatego dodatkami do winnej „bazy” mogą stać się: aronia, dereń, głóg, tarnina oraz dzika róża. Twarde owocki tłuczemy na miazgę lub zalewamy wodą z cukrem i kwasem cytrynowym. Wszystko to czynimy w wysokim naczyniu, tak by nie uronić cennego soku. Oczywiście, warto też przed przystąpieniem do tej domowej produkcji, zabezpieczyć plac boju, tj. naszą kuchnię. Zdjąć jasne firanki, schować białe ściereczki i okryć się foliowym fartuchem. Przy tworzeniu wina będzie się bowiem sporo chlapało – na siebie, na boki, na naszych pomocników… A plamy z soku nie zawsze chcą się wywabić.

Są też tacy „mistrzowie gąsiorków”, którzy samodzielnie robią matkę drożdżową, a więc matrycę domowego wina. Oto przepis i na nią („zaprawę przygotowuje się na cztery dni przed obróbką owoców!): wyciśnij nieco soku z jabłek – możesz użyć też świeżo zerwanych wiśni czy porzeczek – ważne, by mieć szklankę pełną takiego właśnie nektaru. Dodaj doń łyżkę cukru i szczyptę, wspomnianej wcześniej, pożywki do drożdży. Gotuj całość 15 minut.

Następnie, ostudź soczek do temperatury pokojowej, dorzuć do niego winne drożdże i przelej wszystko do butelki. Zatkaj ją korkiem z waty oraz odstaw w ciepłe miejsce (temperatura minimalna: 26 C). Niech sobie mikstura poczeka dobę, po której zostanie połączona z przegotowanym i ostudzonym sokiem, z 50 g cukru i z 0,2 g pożywki. Trzeciego – czwartego dnia „leżakowania” ciecz powinna się obficie pienić. To znak, że drożdże nie śpią i pracują. Warto dodać do tej naszej matki garść rodzynek – podkreślimy wtedy smak wina różowego, czerwonego albo białego.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Domowe naleweczki

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Są smaczne i swojskie. Niektórym przywodzą na myśl czasy, gdy rodzice wraz z dziadkami czy wujostwem, późnym latem, szykowali gromadę słoików z konfiturami, z różnymi winkami i przecierami. Takie zapasy bardzo przydawały się zimą.

Oto posty przepis na własną, domową nalewkę. Potrzebujecie kilogram cukru, litr spirytusu, a do tego - pół litra wódki. W spiżarce poszukajcie słoików typu „twist” oraz butelki o ciemnym szkle.

Naleweczki można przyrządzać na dwa sposoby – owoce najpierw zalewa się spirytusem lub zasypuje cukrem. Następne kroki wyglądają podobnie. Pierwsza receptura: do czystego, trzylitrowego słoja, włóż dojrzałe owoce – muszą być umyte i zdrowe – absolutnie nierobaczywe bądź zgniłe albo – co najgorsze - spleśniałe. Dokładnie przejrzyj więc to, co stanowić ma trzon nalewkowy. Zalej owoce spirytusem i wódką – mają być całkowicie zanurzone w alkoholu. Zakręć bardzo mocno pokrywkę i odstaw w chłodne, zaciemnione miejsce. Na słoiku zapisz, kiedy go zamknięto i jakie owoce są w środku.

Wkrótce powstanie sok. Po sześciu tygodniach wyczekiwania, można zlać spirytus do innego słoja, a owoce zasypać cukrem. Słoik zostanie ponownie szczelnie zamknięty. Będzie leżakował przez kolejne sześć tygodni, ale tym razem, co kilka dni, trzeba nim wstrząsnąć. W ten sposób cukier się rozpuści, tworząc syrop. Po upływie wyznaczonego czasu, ów syropowy kleik zlewamy, mieszając z wcześniej odłożonym spirytusem. Lepiej, żeby syropku było mniej – wtedy nalewka uzyska mniej słodki, mocniej owocowy smak. Stanie się wytrawna.

Z kolei druga receptura polega na włożeniu do lśniącego czystością słoika owoców z cukrem – rozkładać trzeba je warstwowo. Na spodzie lądują owoce, a na wierzchu – cukier. Nakładając każde kolejne piętro, upewniaj się, że masz w ręku niespleśniały egzemplarz wiśni czy porzeczki. Gdy już słoik się napełni, nakryj go kilkoma warstwami gazy, przymocuj ją gumką do szkła, by pod spód nie wchodziły muszki, a jednocześnie, by do środka dostawało się powietrze. Gdy miną dwa tygodnie fermentacji, owoce puszczą sok, a cukier pięknie się rozpuści. Powstały wówczas syrop zlej do garnuszka i zagotuj. Gdy wystygnie, przelewaj do butelek zalewając wszystko spirytusem. Takie zestawy „prenalewkowe” odstawia się do piwniczki na trzy tygodnie. Potem miesza się nalewkę, dodając odrobinę wcześnie uzyskanego syropu. Gotowe! Im mniej słodyczy w nalewce, tym bardziej smakuje ona jak wino wytrawne. I na pewno osnuje nas smakowitym sentymentem, przywodząc na myśl wyroby naszych protoplastów... Pijmy zatem za ich zdrowie!

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Metody na zwalczanie kaca

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Znasz to? Wczoraj miało być jedno piwo, a siedzieliście z chłopakami aż do zamknięcia lokalu. Lub – w wersji żeńskiej - masz dzisiaj do oddania ważny projekt, ale przecież poprzedniego nie mogłaś nie być na imieninach przyjaciółki…

W takich sytuacjach, gdy przedobrzyliśmy „nieco” z alkoholem, a – dodatkowo – czeka nas wszystkich baaardzo pracowity poranek, warto mieć gdzieś na podorędziu kilka tajnych sztuczek, pozwalających szybko zwalczyć kaca – mordercę.

Jeśli pamiętnego wieczoru, jakimś cudem dotrzemy do łazienki, kuchni, szafki nocnej we własnym domu, wypijmy (warto się zmusić do tego procederu!) co najmniej dwie szklanki wody mineralnej. W ten sposób zapobiegniemy całonocnemu odwodnieniu. Pamiętajmy, że w trakcie imprezy z naszego organizmy zostały wypłukane mikroelementy oraz cenne witaminy. Bez nich na pewno wstaniemy wycieńczeni, pomarszczeni, cierpiący na wszelkie możliwe niestrawności. Woda mineralna, przyswojona przed zapadnięciem w tzw. „pijacką drzemkę”, pewnie nie zlikwiduje bólu głowy czy sińców pod oczami, ale przynajmniej – jako tako – wyreguluje nasz metabolizm. A dodatkowo dostarczy skórze wewnętrznych nawilżaczy. Nie ma bowiem nic gorszego niż ziemisty odcień naskórka na dzień po suto zakrapianej imprezie. Od razu wiadomo, gdzie spędzało się wieczór.

Rano, gdy budzik wytrwale przywoła nas do względnego stanu świadomości, trzeba postarać się o pożywne śniadanie. W pierwszej chwili, na samą myśl o jedzeniu, żołądek skacowanego człowieka zwija się w bolesny węzełek, ale – zaufajcie tym, którzy przechodzili przez podobną mękę – po pierwszym kęsie, poczujecie się znacznie, znacznie lepiej. No chyba że absolutnie nie jesteście w stanie nic przełknąć, wtedy oznacza to silne zatrucie pokarmowe i konieczna będzie pomoc farmakologiczna.

Jeśli jednak dajemy swojemu brzuchowi szansę, godna polecenia jest lekko ścięta jajecznica albo pożywny kogel-mogel. Jajek nie trzeba nawet zagryzać chlebem, ani mocno doprawiać. Wystarczy, że podreperujemy swe siły nad miską czegoś bardziej treściwego niż chipsy czy paluszki. Taki posiłek niektórzy popijają napojem izotonicznym, bogatym w jony (od razu stawia na nogi), inni wolą wypić mocną kawę czy herbatę bez cukru, zakropioną sokiem cytrynowym (taka mikstura skutecznie budzi, łagodząc poalkoholowe zamroczenie). Niezły jest też sok pomidorowy – gasi pragnienie, a jednocześnie syci. To taka wersja śniadaniowa dla wyjątkowych niejadków, słaniających się z powodu porannego skacowania. Na drugie śniadanie zdobądźmy banany i czekoladę – około jedenastej rano może nam się uaktywnić tzw. „faza gastralna” którą trzeba ujarzmić białkiem, fruktozą, a także sążną dawką węglowodanów i żelaza. Po prostu: mniam i „morderca” się ulatnia!

Ostrożnie jednak z dawkowaniem tabletek przeciwbólowych, które mają wspomóc takie – w miarę – naturalne wychodzenie z „kacowego niebytu”. Wszystkie leki mogą bowiem podrażnić śluzówkę żołądka, a wszak jest już ona naruszona przez wcześniej przyjęte promile. Nie poleca się również metody, by „podobne leczyć podobnym”. I choć wydawać by się mogło, iż szklanka zimnej whisky ballantines poprawi nastrój, to przecież za chwilę mamy zjawić się w pracy lub na uczelni. Nie pogarszajmy więc swego stanu kolejną dawką alkoholu!

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 11 stycznia 2012

Co oznaczają etykiety na whisky?

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Alkohol alkoholowi nierówny. To samo dotyczy whisky. Różnią się nie tylko długością leżakowania, ale także pochodzeniem, składnikami, z których są produkowane. Wszystkie te parametry są opisane na etykietach butelek. Dla laika mogą wyglądać dosyć tajemniczo.

Rozszyfrowanie oznaczeń znajdujących się na etykiecie whisky wcale nie jest takie trudne. Najbardziej szlachetne i najdroższe są whisky Single Malt, pochodzące z jednej destylarni, od której zazwyczaj pochodzi nazwa whisky. Inna nazwa to whisky słodowa. Produkuje się ją tylko ze słodu jęczmiennego, jednak w butelce znajduje się alkohol, który wcześniej leżakował w różnych beczkach. Najwykwintniejszą i zarazem najdroższą whisky jest Single Cask, czyli taka, która została rozlana z jednej beczki. Single Cask są bardzo rzadko spotykane i przeznaczone dla prawdziwych koneserów. Niekwestionowanym numerem jeden wśród wszystkich whisky jest Single cask strength unthill filtred – słodowa whisky pochodząca z jednej beczki, w której nie zmieniano zawartości alkoholu oraz nie przeprowadzano filtracji na zimno. Natomiast whisky słodowa mieszana, zwana także Vatted lub Pure Malt to połączenie kilku whisky słodowych z różnych destylarni. Ona także należy do tych drogich i rzadko spotykanych.

Single Grain, czyli whisky zbożowa w czystej postaci to niezbyt często spotykany gatunek. Częściej natknąć się można na mieszaną z zacieru różnych zbóż, czyli Grain Whisky, składającej się z jęczmienia, pszenicy i kukurydzy. Otrzymuje się ją poprzez destylację kolumnową ciągłą. Gdyby nie trzyletni okres leżakowania, niczym nie odróżniałaby się od zwykłej wódki.

Jednak najbardziej popularne są Blended Whisky, czyli mieszane – powstają poprzez kupażowanie whisky słodowej i zbożowej. Powstała na potrzebę chwili, gdy w XIX wieku szlachetna whisky słodowa okazała się zbyt droga. Wtedy producenci zaczęli mieszać różne gatunki tak, aby uzyskać pożądany smak i aromat. Z reguły wiek takiej whisky nie jest opisany na etykiecie. Są najtańsze, ale to nie znaczy tanie. Wśród koneserów nie wzbudzają pozytywnych emocji. Pomimo tego, najbardziej znane whisky na świecie to właśnie blendy.

Whisky ma zazwyczaj 40-45% zawartości alkoholu. Jest ona rozcieńczana wodą, gdyż podczas leżakowania jej moc to nawet 70% alkoholu. Czasami można spotkać na rynku whisky nierozcieńczaną, tzw. Cask Strength. Jeszcze jednym, niesamowicie istotnym oznaczeniem jest 12YO, 16YO, 25YO. Co oznacza? YO – skrót od angielskich słów Years Old określa wiek whisky. Na niektórych butelkach nie znajdziemy takiej informacji – możemy wtedy przypuszczać, że alkohol jest nie młodszy niż wymagane 3 lata. W przypadku whisky mieszanych, podawany wiek określa najmłodszy destylat. Inne destylaty mogą być znacznie starsze.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Bracia wzburzonej krwi – co nieco o dziejach pewnej whisky

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Szkocki trunek o nazwie Chivas Regal to typ blended, czyli mieszanka różnych whisky zbożowych. Właścicielem marki jest Pernod Ricard, czyli francuska kompania, powstała na dawnej destylarni najlepszych absyntów.

W skład Chivas Regal wchodzi czterdzieści odmian whisky słodowych i zbożowych – najmłodsza z nich leżakuje (minimalnie) dwanaście lat. Oto koronni reprezentanci firmy: Chivas Regall 12 YO (dojrzały smak, pełny i kremowy, wyczuwalny miód, nuta wanilii, orzechów laskowych oraz karmelu); Chivas Regal 18 YO (szlachetna jakość, długo starzona, najmłodszy składnik dojrzewa przez minimum 18 lat! – uwodzi smakiem czekolady oraz pomarańczy, w zapachu łączy woń korzenną i cytrusy, wykończone nutką wytrawnej sherry); Chivas Regal 25 YO (limitowana edycja, dostępna tylko w wybranych punktach, na rynku istnieje od 2007 roku, inspiracją do jej powstania była pierwsza whisky Chivas Regal, z roku 1900 – w smaku wyczuć można słodką pomarańczę, w zapachu słodki marcepan i gorzki orzech).
Ogólnie, całe przedsięwzięcie, związane z produkcją tej kultowej whisky, wiąże się z „braterskim porozumieniem”, z początku XIX wieku. Otóż w 1801 roku młody handlarz win, William Edward, rozprowadzający po Szkocji rozmaite spirytualia, założył w mieście Aberdeen swoją niedużą firmę. W niedługi czas potem, dołączył do niego James Chivas (!), autor unikatowych receptur tzw. „mocnych trunków”. Produkowane przez panów alkohole szybko podbiły lokalny rynek – trafiły nawet na dwór królowej Wiktorii, a ta wyróżniła dzielnych fabrykantów, zamawiając u nich trunki na różne imprezy, szykowane dla monarchii. „Chivas whisky” otrzymuje wówczas miano „Księcia Szkockiej Whisky”. Tytuł ten spowodował szybki rozwój całego przedsiębiorstwa. W 1857 roku do Jamesa dołączył jego brat, John. Tak powstała nazwa Chivas Brothers, po dziś kojarzona ze znakomitą szkocką „wodą ognistą”.
Wszyscy wspólnicy trzymają są jednej reguły produkcyjnej – „u smakoszy whisky, krew wzburzyć może tylko ten gatunek, który niebywale starannie jest przyrządzany”. Wysokie standardy, cechujące markę, są strzałem w dziesiątkę. Świetnie sprawdziły się na – powstającym na przełomie wieków – rynku wybrednych klientów. Bracia Chivas opracowali unikatową kompozycję szkockiej – ma ona łagodniejszy smak, więc idealnie sprawdzi się na spokojnej imprezie w gronie bliskich. Poza tym smakuje też kobietom, co było swoistym hitem na ówczesnym rynku alkoholi. Marka przetrwała do czasów obecnych, co jest potwierdzeniem jej klasy i wyrazistości.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Chivas Regal – historia powstania

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Na świecie istniej niezliczona ilość gatunków whisky. Te szlachetne – Single Malty i te bardziej popularne – Blended Whisky, zyskały znanie niejednego smakosza mocnych trunków. Tak naprawdę, historia whisky to historia każdej gorzelni, każdego producenta i każdej marki z osobna.

Legenda głosi, że produkcja whisky została zapoczątkowana przez świętego Patryka już w V wieku. Do Szkocji, uważanej dziś za ojczyznę whisky, technologia przywędrowała właśnie za pośrednictwem tego świętego, który przybył z Irlandii i przekazał wiedzę na temat metod fermentacji owoców mnichom. Początkowo alkohol był używany w celach leczniczych. Przez wieki historia produkcji whisky była dość burzliwa ze względu na walkę producentów z władzą, która to nakładała nowe podatki, to próbowała wprowadzać prohibicję.

W końcu nastał rok 1801, w którym skromny Szkot William Edward Chivas otworzył delikatesy w mieście Aberdeen. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się tak dużego sukcesu trunku, nazwanego później jego nazwiskiem. W pierwszych latach działalności delikatesy skupione były na dostarczaniu swoim klientom produktów najwyższej jakości. Po latach, do interesu dołączyli bracia: James i John, i tak w 1857 roku oficjalnie powstała firma Chivas Brothers. Trunki firmowane nazwiskiem Chivas okazały się strzałem w dziesiątkę – trafiły w gusta nie tylko „zwykłych zjadaczy chleba”, ale także w najbardziej wysublimowane gusta arystokracji i samej królowej Wiktorii. Alkohol zdobył przydomek Księcia Szkockiej Whisky, co stanowiło w tamtych czasach najlepszą reklamę.

Przekonanie o konieczności stworzenia nowego rodzaju whisky – bardziej łagodnego, doprowadziło do tego, że bracia Chivas mieszali różne gatunki destylatów w celu otrzymania whisky nowej jakości, bardziej łagodnej w smaku. Blended Whisky złożona z destylatów słodowych i zbożowych została po raz pierwszy uznana na mocy prawa w Spilit Act w roku 1860. Do sukcesu whisky przyczyniła się zaraza, która zaatakowała francuskie winnice w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Amatorzy wina, porto, sherry i brandy, w obliczu kurczących się zapasów tych alkoholi, znaleźli alternatywę w postaci whisky.

Pierwszą naprawdę luksusową dwudziestopięcioletnią whisky wypuszczono w 1909 roku. Chivas Regal tak bardzo zasmakowała Amerykanom, że wkrótce zapotrzebowanie przewyższało możliwości produkcyjne. W latach pięćdziesiątych rynek podbił Chivas dwunastoletni, który dzięki swojemu niepowtarzalnemu smakowi i reklamom w „New Yorker” zyskał międzynarodowe aplauz. Pomimo wielu sukcesów marka Chivas nie spoczywa na laurach i ciągle się rozwija. W 1997 roku wprowadza nową mieszankę Chivas Regal 18 Year Old Gold Signature o bardzo złożonym aromacie.

Pomimo tego, że firma została przejęta przez Grupę Pernod Ricard i zmieniła styl produkowanej whisky, to serca i podniebienia smakoszy całego świata nadal pozostają jej wierne. Po stu latach od pojawienia się pierwszej luksusowej whisky, w 2007 roku Chivas znów zaskakuje dwudziestopięcioletnią Blended Whisky. Tajemnica sukcesu Chivas Regal tkwi w umiejętnościach i doświadczeniu blenderów, odpowiedzialnych za łączenie destylatów w jedną, harmonijną kompozycję.

---

Chivas Regal


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak whisky piją Polacy?

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Polska jest krajem w którym systematycznie wzrasta popyt na alkohole luksusowe. Zgadzają się z tym stwierdzeniem inwestorzy, którzy dostrzegli duży potencjał na naszym rynku i powoli zapełniają lukę w branży. Największą popularnością cieszy się whisky, którą tak naprawdę dopiero poznajemy.

Po bursztynowy trunek najczęściej sięgają mężczyźni w średnim wieku i o wysokim statusie społecznym. Drugą grupą są młodzi panowie, których ciekawość przyciąga do szklaneczki whisky. Pragną sprawdzić, co takiego jest w alkoholu, którym zachwycają się miliony ludzi na całym świecie i który cieszy się niesłabnącym prestiżem. Niestety najczęściej mocny i wytrawny smak whisky zmusza smakoszy-amatorów do doprawienia jej słodkimi napojami. Znawcy gatunku uważają, że nie jest to nic innego jak profanacja wspaniałego smaku i aromatu. Najczęściej też Polacy sięgają po tanie gatunki, gdyż nie rozpoznajemy niuansów smakowych i zapachowych. Rezygnujemy takze z dobrej szkockiej whisky na rzecz francuskich, gorszych odpowiedników. Należy więc jednoznacznie stwierdzić, że nie potrafimy pić trunku. Niektórzy decydują się na kolejne próby ze względu na panującą modę – w końcu picie whisky jest i zawsze będzie w dobrym tonie. Wiele osób uważa alkohol za przereklamowany i utrzymuje przekonanie, że polski bimber jest lepszy.

Nie wszyscy konsumenci nie potrafią odkryć głębię smaku. Na szczęście rośnie grono osób, które nie tylko chcą spróbować, ale także nauczyć się smakować whisky. Do grona zainteresowań dochodzi także chęć poznania historii alkoholu, sposobów wytwarzania, różnic pomiędzy gatunkami, a także pragnienie posiadania umiejętności wychwytywania tego, co w trunku jest najlepsze.

Polski konsument dopiero poznaje luksusowe alkohole, wszystkiego musi się nauczyć. Naprzeciw jego potrzebom i wymaganiom wychodzi szereg firm, które oferują specjalistyczne kursy. W ten sposób wykształcą potencjalnych klientów, którzy dowiedzą się jakie whisky jest dobre, co oznacza dany kolor, z jakiego regionu pochodzi najlepsza whisky. Zdobędą także wiedzę jak przechowywać i podawać whisky, a czego zdecydowanie unikać. Jak na razie wszystko co robimy jest dokładnie odwrotne do tego, co sugerują znawcy tematu. Coca-cola zamiast wody, schłodzona lub z kostkami lodu whisky jest tym, czego powinniśmy się wstydzić. Na szczęście jesteśmy młodymi konsumentami z którymi rynek wiążę wielkie nadzieje. Dlatego też można nam wiele wybaczyć, a jeszcze więcej zainwestować.

---

Chivas Regal


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak podawać whisky?

Autorem artykułu jest Tomasz Galicki



Whisky to królowa alkoholi. Nie można traktować jej jak zwykłej taniej wódki. Podawanie dobrej whisky, która kosztuje niemało, byle jak i z byle czym jest po prostu marnotrawstwem. Dlatego zanim nalejesz pierwszy kieliszek tego szlachetnego alkoholu, dowiedz się, jak go podać.

Nieodpowiedni sposób serwowania nawet najlepszej whisky nie tylko zepsuje smak, ale także nie stworzy tego niesamowitego klimatu, jaki powinien towarzyszyć degustowaniu specjału szkockich destylarni. Zanim otworzymy butelkę, pamiętajmy o jej prawidłowym przechowywaniu. Temperatura otoczenia powinna być umiarkowana, whisky nie trzymamy w lodówce. Z drugiej strony należy pamiętać, że wystawienie tego alkoholu na intensywne działanie promieni słonecznych szkodzi jego jakości.

Nie przesadzajmy z dodatkami do whisky. Do whisky słodowej podaje się tylko czystą wodę mineralną bez gazu, która wydobywa wszystkie cenne aromaty i spycha smak alkoholu na drugi plan. Wodę dolewa się w proporcji 1/3 wody na 2/3 whisky. Woda nie może mieć smaku, musi być „transparentna”. Najwięksi amatorzy kupują wodę destylowaną z gorzelni, w której produkowana jest dany rodzaj whisky. Aby skosztować wszystkich tajemnic ukrytych w aromacie jęczmiennego słodu i beczek wykonanych z dębowych desek, podawajmy whisky w temperaturze pokojowej. Mocno schłodzona lub z dodatkiem lodu traci swoje wartości smakowe.

Niezwykle istotne dla kultury picia whisky jest naczynie, czyli kieliszek. Chyba nikt nie wyobraża sobie picia tak drogiego i szlachetnego trunku z byle jakiej szklanki. Najlepsze są kieliszki o kształcie tulipana. Ewentualnie możemy podać whisky w koniakówce, ale nie wydobywa ona aromatu tak dobrze. Dopuszczalne i bardzo powszechne jest spożywanie blendów z niskich szklanek, tzw. whiskówek. Szkalnek raczej nie ozdabia się, chyba że whisky stanowi składnik w drinku, wtedy można skusić się na plasterek cytryny lub papierową parasolkę.

Przed skosztowaniem whisky nie należy objadać się pikantnymi potrawami, ponieważ wtedy kubki smakowe nie będą w stanie odebrać właściwego smaku trunku, który z reguły serwuje się jako digestif, czyli napój podawany po posiłku. Przy obiedzie dopuszczalne jest nalanie whisky po ostatnim posiłku. Oczywiście, whisky pije się powoli, małymi łyczkami. Pamiętajmy, to ma być celebracja, nie libacja.

Większe pole do popisu i wykazania się swoją kreatywnością pozostawiają wszystkie whisky typu blended. Takie mieszane gatunki można podawać nawet z colą, kostkami lodu lub innymi dodatkami zgodnie z upodobaniami. Pamiętajmy o najważniejszej zasadzie – whisky to szlachetny trunek na specjalne okazje, więc nie psujmy jej przez nasze gapiostwo lub niewiedzę.

---

T.G.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl