Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O żywności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O żywności. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ryby nie tylko od święta

Autorem artykułu jest Estelle Estelle



Główne danie na polskich stołach to zwykle karp. Jednak w odróżnieniu od wielu innych gatunków, nie jest on wartościową rybą. Istnieje za to cała masa bogatych w witaminy i składniki odżywcze ryb, które powinny znaleźć się w naszym jadłospisie częściej niż tylko z okazji Świąt.

Źródło witamin

Ryby są najlepszym źródłem białka i tłuszczów zwierzęcych, które charakteryzują się bardzo wysoką przyswajalnością przez organizm człowieka (97%). Zawierają wiele cennych składników odżywczych w tym znaczne ilości potasu, wapnia i fosforu. Bogate są również w witaminy rozpuszczalne w tłuszczach m.in. A i D oraz witaminy z grupy B. "Do najcenniejszych dla naszego zdrowia należą ryby tzw. dzikie, naturalnie występujące w swoim środowisku. Zdrowe są także ryby tłuste, takie jak makrela, halibut, łosoś czy śledź. Wskazane są również niewielkie ryby morskie: sardynki czy szprotki, gdyż w mniejszym stopniu kumulują metale ciężkie" - mówi Elżbieta Trojanowska, specjalistka ds. żywienia człowieka z warszawskiej kliniki diety Medlinea. Ryby dostarczają także dużych ilości kwasów z grupy omega-3 ― DHA i EPA, które korzystnie oddziałują na układ nerwowy. Kwasy te wpływają również na rozwój umysłowy niemowląt i dzieci, poprawiając pamięć i koncentrację oraz rozwój siatkówki oka.



Na wigilię i nie tylko

W polskiej tradycji na wigilijnych stołach przeważnie pojawia się karp. Jest to ryba, którą naturalnie możemy spotkać w stawach, jeziorach, jak również w zbiornikach zaporowych i wyrobiskach. Karp pływa głównie przy dnie, wyjadając szczątki organiczne np. nasiona roślin, a także drobne zwierzęta wodne, m.in. owady i ślimaki. Karp ceniony jest ze względu na smaczne i średnio tłuste mięso, które jednak nie zawiera zbyt wielu składników odżywczych. Do innych często wykorzystywanych ryb należy tuńczyk. Jest polecany zwłaszcza sportowcom ze względu na bardzo dobry skład aminokwasowy i dobrej jakości tłuszcze. Trzeba jednak na niego uważać, gdyż należy do ryb, które łatwo kumulują rtęć. "Najczęściej powinniśmy wybierać tłuste ryby takie jak łosoś czy halibut najlepiej tzw. dzikie, gdyż zawierają korzystne kwasy z grupy omega-3. Możemy również spożywać dorsza, mintaja czy pstrąga, gdyż posiadają dużo potasu i fosforu, który wzmacnia kości" - radzi specjalista do spraw żywienia z kliniki Medlinea.

Ryby niepolecane

Tilapia i panga to ryby, które nie są polecane ze względu na warunki hodowli i znikome wartości, dlatego nie dajmy się zwieść ich niskim cenom. Panga jest to ryba hodowlana sprowadzana z Wietnamu ze sztucznej hodowli. Karmi się ją specjalnymi granulkami, na które składa się mączka rybna, witaminy, ekstrakt z soi i manioku. Tilapia jest również rybą hodowlaną, sprowadzaną z Chin ze sztucznej hodowli. Zawiera niekorzystne połączenie kwasów omega - 6 i omega - 3 i może wywoływać atak astmy. Powinni jej unikać chorzy na serce, stawy, astmę i alergie. Poza tym ryby te są hodowane w zanieczyszczonych akwenach, w dużym zagęszczeniu. W dodatku do ich hodowli używa się antybiotyków, środków bakteriobójczych i hormonów. Pamiętajmy również, że ryba maślana, a zwłaszcza jej mięso obfituje w niebezpieczne i ciężkostrawne woski. Zjedzenie ryby maślanej może skończyć się wymiotami, biegunką i zmianami skórnymi.

Owoce morza

Korzystne dla zdrowia są owoce morza. Obfitują one w witaminy z grupy B, PP oraz takie składniki mineralne jak selen, wapń, magnez i jod, których często brakuje w naszej diecie. Dlatego warto je wprowadzić do swojego jadłospisu, przynajmniej raz w tygodniu. Owoce morza zawierają również mało tłuszczu, są lekkostrawne i przyczyniają się do zapobiegania chorobie wieńcowej.



Przechowywanie


Pamiętajmy, że najlepiej spożywać ryby świeże. Z tego powodu kupujmy ryby tylko na jeden posiłek, uwzględniając liczbę osób, dla których chcemy ją przygotować. Zamrożone ryby i filety rozmrażajmy tylko jeden raz. Ze względu na szereg drobnoustrojów znajdujących się w surowych rybach, kupujmy tylko ryby ze sprawdzonego źródła.

Przygotowanie i spożycie


Spożycie ryby są korzystne dla zdrowia pod warunkiem, że nie poddajemy ich działaniu wysokich temperatur. Niszczą one bowiem wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Niekorzystne jest smażenie w głębokim tłuszczu czy pieczenie. Najlepiej jest gotować je w wodzie lub na parze. Ryby powinno się spożywać 2-3 razy w tygodniu w ilości 150-200 g dziennie. Zaleca się także spożywanie większych ilości tłustych ryb morskich zamiast mięsa, zwłaszcza przez kobiety w ciąży oraz karmiące. Jedzenie tłustych ryb morskich 2 razy w tygodniu polecane jest nawet osobom odchudzającym się. W tym wypadku należy jednak przygotować danie rybne bez dodatku tłuszczu (np. ryba w galarecie, pieczona lub gotowana) i zmniejszyć tego dnia ilość spożywanego tłuszczu.

Cytrynowy halibut


Książka kucharska na stronie kliniki Medlinea obfituje w ciekawe przepisy. Cytrynowy halibut może stanowić zarówno uzupełnienie dań świątecznych jak i obiad lub kolację w zwykły dzień.

Potrzebne składniki
:
  • 2 cytryny
  • 1 opakowanie niskotłuszczowego jogurtu (150 g)
  • jeden centymetr startego imbiru
  • filet z halibuta (150 g)
  • szklanka salsy pomidorowej (250 g)
  • kromka chleba żytniego pełnoziarnistego (40 g)
  • 1 łyżeczka szczypiorku
Sposób przygotowania:skórkę i sok z cytryny wymieszaj z jogurtem, imbirem, solą i pieprzem. Do tej marynaty włóż na 5 minut rybę, następnie zapiecz ją ok. 20 minut w piekarniku. Połóż na pomidorowej salsie i posyp szczypiorkiem. Zjedz z chlebem żytnim pełnoziarnistym.

Wartość odżywcza 1 porcji:
428 kcal, 43,7 g białka, 7,7 g tłuszczu, w tym 2,56 g nasyconych kwasów tłuszczowych, 74 mg cholesterolu, 54,8 g węglowodanów ogółem, 9,2 g błonnika pokarmowego.

Nasza rada:
sok z cytryny zwiększa przyswajalność żelaza zawartego w rybach i mięsie.

--

Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Gotujmy na parze - warto!

Autorem artykułu jest MediaForum



Smażenie potraw w głębokim tłuszczu jest niezdrowe i wiedzą to chyba wszyscy. Czy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że także gotowanie produktów w wodzie pozbawia je bardzo dużej ilości witamin i składników mineralnych? Już niekoniecznie. A przecież wiele posiłków możemy przyrządzić na parze.

W czym gotować na parze?

Sposobów gotowania na parze jest kilka. Możemy w tym celu posłużyć się specjalnymi urządzeniami - parowarami czy szybkowarami. Świetnie też sprawdzi się wok lub nawet zwykły, duży garnek - wystarczy włożyć do niego żaroodporną miskę, metalowe sitko lub metalowy bądź bambusowy kosz do parowania. Do takiego typu gotowania coraz częściej przystosowane są także kuchenki mikrofalowe. Jeśli jednak masz mikrofalówkę, ale bez funkcji gotowania na parze, nic straconego. Ostatnio na półkach sklepowych pojawiły się bowiem Torebki do gotowania na parze Jana Niezbędnego.

Jak gotować?

Gotowanie na parze jest wbrew pozorom bardzo proste. Jeśli mamy woka, gotujemy w nim wodę (około 2-3 cm wysokości). Przygotowujemy kosz, na dnie którego układamy liście sałaty lub kapusty pekińskiej. Na liściu umieszczamy nasze produkty, przykrywamy kosz pokrywką i całość wkładamy do woka.

Wykorzystując duży garnek, postępujemy podobnie. Do garnka wlewamy wodę i gotujemy ją. Jeśli nie mamy kosza, wystarczy talerz i naczynie żaroodporne. Naczynie wkładamy do garnka do góry dnem. Przygotowane składniki układamy na talerzu, który następnie stawiamy na naczyniu. Całość przykrywamy pokrywką.

Jeśli chcemy, możemy przed ugotowaniem potrawę przyprawić. Nie przesadzajmy jednak z czasem obróbki. Do przygotowania ryby w woku czy w garnku wystarczy 6-8 minut, przy drobiu trwa to ok. 40 min.

Przy gotowaniu w mikrofalówce ze specjalną funkcją gotowania na parze czy w parowarze, najlepiej postępować zgodnie z instrukcją ich obsługi.

Gotując w kuchence mikrofalowej w Torebkach do gotowania na parze Jana Niezbędnego, wystarczy włożyć wybrane składniki do torebki, zamknąć ją i całość umieścić w kuchence. Na opakowaniu podany jest szacunkowy czas przyrządzania danego typu produktów. Co ważne, można tak przygotować danie zarówno z mrożonych, jak i świeżych składników zaledwie w kilka minut.

Zatem - do dzieła i smacznego!

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Co to jest fondue i skąd pochodzi?

Autorem artykułu jest weronika wołkowa-grabas



Fondue to narodowe danie szwajcarskie, które jest również bardzo popularne wśród Francuzów. Słowo fondue pochodzi od francuskiego fondre, co znaczy „roztapiać się”; stąd fondue to „roztopiony”.

Prawdziwe fondue zgodnie z oryginalnym przepisem robi się z różnych rodzajów sera. Ale istnieją również fondue mięsne, rybne i słodkie.

Zwyczaj robienia latem zapasów sera i chleba na zimę pojawił się w Szwajcarii mniej więcej w XVIII wieku. W ciągu kilku miesięcy ser stawał się twardy, jak kamień, więc wymyślono sposób na jego zmiękczenie – podgrzanie na ognisku w winie. W chłodne wieczory rodzina zasiadała wokół kociołka, by posilić się gorącym daniem. Tak właśnie powstało słynne fondue.

Stosunkowo niedawno fondue zaczęło zyskiwać na popularności w innych krajach, także w Polsce. Jest to specjalny sposób podejmowania gości, którzy siedzą przy wspólnym kociołku godzinami, zanurzając w jego zawartości kawałeczek chleba lub mięsa. Takie niepowtarzalne chwile spędzone w kręgu rodziny i przyjaciół w długie zimowe wieczory rozgrzeją nie tylko ciało, ale i duszę. Jest to prawdziwy rytuał, zbliżający ludzi, gdyż jedzenie ze wspólnego garnka zawsze łączy i nastraja na ciepłą rozmowę, daje pozytywne emocje i niezacierające się wrażenia.

Fondue będzie gwoździem programu na każdej imprezie. Przygotowanie tego stylowego i szybkiego dania wymaga minimum wiedzy i wysiłku. Sami goście oraz członkowie Twojej rodziny mogą zająć się przygotowaniami. A to oznacza, że fondue będzie wręcz niezastąpione, jeśli goście zostaną zaproszeni nagle lub zjawią się bez zaproszenia :)

---

http://fondue.blox.pl/html


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Sprzęt potrzebny do fondue.

Autorem artykułu jest weronika wołkowa-grabas



Do przygotowania fondue potrzebny jest specjalny zestaw – naczynie do podgrzania masy z sera, oleju, bulionu lub czekolady (w zależności od tego, w czym chcemy zanurzać smakowite kąski), podgrzewacz do utrzymania stałej temperatury oraz specjalne widelczyki.

Tradycyjny zestaw do fondue zawiera: Gliniane, porcelanowe lub ceramiczne naczynie do serowego i deserowego fondue (pozwala na podtrzymywanie umiarkowanej temperatury) lub naczynia ze stali nierdzewnej do mięsnego, rybnego lub warzywnego fondue, które wymaga wyższej temperatury. Jednak stalowe naczynie jest uniwersalne i pasuje również do sera.Źródło ciepła – podgrzewacz/palnik z regulowanym płomieniem.Pokrywka do gaszenia ognia.Podstawka do naczynia.Widelczyki z kolorowymi metkami, zwykle po jednym na osobę w przypadku serowego fondue oraz po dwa w przypadku mięsnego (jeden służy do zanurzania, drugim pomagamy sobie przy zdejmowaniu mięsa na talerz).

W sklepach AGD jest dość duży wybór, można znaleźć zarówno zestawy do konkretnego fondue, jak i zestawy uniwersalne, ceramiczne i żeliwne, tanie (do 100 zł) i naprawdę luksusowe. Wybór należy do Ciebie. Zestaw uniwersalny wydaje się najbardziej sensowny, gdyż zajmie mniej miejsca, niż kilka różnych, i daje różne możliwości – każdy może odkryć swój ulubiony sposób. Jednak prawdziwi smakosze docenią ceramiczne naczynie, zapewniające najbardziej prawidłowy proces topienia sera i zapobiegający jego szybkiemu wystygnięciu. Należy też wiedzieć, że do podgrzewania czekoladowego fondue wystarczy mini-świeczka, taka, której się używa w domkach zapachowych. Oprócz zestawu do fondue, potrzebne będą miseczki do sałatek i sosów. Przyda się też młynek do przypraw.

---

http://fondue.blox.pl/html


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kasza, która … stawia na nogi

Autorem artykułu jest Małgorzata Jakubczyk



Zgodnie z piramidą żywienia podstawą naszej codziennej diety powinny być produkty zbożowe. O kaszach można by długo pisać. Wszyscy je znamy, ale bardzo często pomimo ich walorów zdrowotnych i smakowych nie są one docenione.

Najbardziej nie doceniana jest kasza jaglana, która na naszych stołach gości bardzo rzadko. Tymczasem mało kto wie, że jest to jedna z najzdrowszych kasz. Kasza jaglana znana jest od tysięcy lat. Podobno już starogreccy bogowie znali jej wartość, dlatego właśnie z kaszy jaglanej słodzonej miodem przyrządzali swą boską ambrozję. Kasza ta była jednym z podstawowych produktów w domach naszych przodków. W XIX wieku była też podstawowym składnikiem codziennego obiadu.

Kasza jaglana ma mnóstwo zalet, jest lekkostrawna i odżywcza (100g - 348kcal). W jej ziarnach znajduje się rzadko występująca w produktach spożywczych krzemionka, która korzystnie wpływa na stawy oraz zapewnia zdrowy wygląd skóry, paznokci i włosów. Krzem doskonale wpływa też na przemianę materii i ułatwia odchudzanie, pełni też ważną funkcję w procesie mineralizacji kości, zapobiega ich odwapnianiu oraz przyspiesza regenerację po urazach. Dzienne zapotrzebowanie organizmu na krzem to ok. 20-30 mg. Pomimo stosunkowo niewielkiej ilości i tak większość osób cierpi na niedobór tego pierwiastka. Przyczyną jest zazwyczaj tradycyjna, wysokobiałkowa dieta, składająca się głównie z mięsa i jego przetworów, w których krzem prawie nie występuje. Oprócz wartościowego krzemu kasza jaglana zawiera dużo witamin z grupy B: ryboflawinę, tiaminę, kwas pantotenowy, a także witaminę E oraz substancje mineralne: magnez, potas, fosfor, wapń i żelazo. W kaszy jaglanej jest też więcej soli mineralnych niż w pszenicy, jęczmieniu i życie. Jaglanka zawiera także sporo białka i złożonych węglowodanów, które uwalniając się powoli do krwi podczas trawienia, zapewniają organizmowi stały dopływ energii. Kasza jaglana zawiera też lecytynę, która poprawia pamięć i reguluje ilość cholesterolu we krwi.

Ciekawostką jest to, że kasza jaglana usuwa z organizmu toksyny i różnego rodzaju śluzy wydzielane podczas kataru, kaszlu czy przy chorobach płuc lub oskrzeli. Kasza jaglana to naturalna kuracja, która stawia na nogi - trzeba tylko jeść ją podczas infekcji codziennie przez 6-7 dni. Kasza ta nie zawiera glutenu, jest więc doskonałym daniem dla alergików, małych dzieci oraz wszystkich cierpiących na schorzenia układu pokarmowego. Niepozorne żółtawe kuleczki jagły mają więc moc uzdrawiania i zapobiegania wielu chorobom. Kasza jaglana zalecana jest dla zdrowia i urody, w różnego rodzaju dietach - oczyszczającej organizm z toksyn, antyprzeziębieniowej, antydepresyjnej, antyłuszczycowej, antynowotworowej i wspomagającej leczenie raka. Dietetycy ze względu na prozdrowotne właściwości kaszy jaglanej chętnie ją zalecają w codziennej diecie.

Kaszę jaglaną można jeść na słodko np. gotowaną na mleku z jabłkami i cynamonem lub bakaliami. Można ją też podawać na słono - na obiad zamiast ziemniaków lub ryżu. Może być też dodatkiem do zup i farszu na gołąbki czy kotlety. Na rynku dostępne są kasze jaglane wielu firm, ale na uwagę zasługuje kasza jaglana firmy Konpack. Jest to kasza jaglana Fit`s do której dodano suszone warzywa (marchew, papryka, pomidor, pasternak, por, pietrszka, cebula, seler, natka pietruszki). Wraz z kaszą zamknięte zostały one w wygodnych woreczkach, które wystarczy gotować zaledwie przez 15 minut. Kasza jaglana z warzywami to doskonały pomysł na szybki, smaczny, pożywny i przede wszystkim zdrowy posiłek dla całej rodziny.

Danie na dziś: Udka kurczaka faszerowane kaszą jaglaną z warzywami

Składniki: 1 torebka kaszy jaglanej z warzywami Fit's, 4 udka kurczaka, 100 g wątróbki drobiowej, sól, pieprz

Sposób przygotowania: Kaszę jaglaną z warzywami ugotować według sposobu przygotowania podanego na opakowaniu. Udka kurczaka oczyścić i usunąć kości. Wątróbkę drobno pokroić i podsmażyć. Wszystko odpowiednio przyprawić i wymieszać. Wypełnić udka farszem i wyłożyć na blaszkę posmarowaną tłuszczem. Piec około 50 minut.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Ziemniaki w twojej kuchni

Autorem artykułu jest Łuk Marzenie



Korzystając z ziemniaków przy przyrządzaniu różnego typu potraw niejednokrotnie zastanawialiśmy się, co zrobić, by po obraniu szybko nie czarniały lub też szybko nie traciły swego niepowtarzalnego smaku i konsystencji.

Różne porady kulinarne dają wiele podpowiedzi, jak wykorzystać zwykłe kuchenne sposoby, by polepszyć smak i jakość ziemniaków.

• Ziemniaki przed obraniem należy dokładnie umyć, nie wolno przetrzymywać ich długo w wodzie. Obierać je należy nierdzewnych nożem, możliwie jak najbardziej cienko lub gotować je łupinach. To zmniejsza straty składników odżywczych, które są zawarte w skórce.

W wielu krajach ziemniaki wciąż gotuje się w łupinach. Odbywa się to po ich wcześniejszym, dokładnym wyszorowaniu, na przykład szczotką. Ziemniaki zjedzone z łupiną poprawiają trawienie. Ziemniaki gotujemy na ogół przez 10 minut na silnym ogniu, a następnie przez 15 minut na bardzo małym. Po ugotowaniu odlewamy wodę, czekamy, by resztki jej odparowały z garnka. Ziemniaków nie gotujemy z łupiną w okresie późnej wiosny, gdy zaczynają puszczać pierwsze kiełki, ponieważ wtedy zawierają szkodliwy związek – solaninę.

Na wiosnę ziemniaki łatwo ciemnieją. By tego uniknąć, do wody, w której się gotują należy dodać mleka lub octu.

Ciekawostki kulinarne mówią o tym, że ziemniaków nigdy nie wolno kłaść obok melonów, ponieważ wówczas szybko kiełkują i więdną.

• Ziemniaki, które są już obrane nie będą ciemnieć, jeśli zakryjemy je wilgotną ścierką.

• Starte ziemniaki nie pociemnieją, jeśli posypiemy je mąką pszenną.

• Jeśli w trakcie gotowania się starych ziemniaków dodamy trochę octu, to zyskają one na smaku.

Kulinaria to obszerna dziedzina, a powyższe porady kulinarne stanowią jedynie jej niewielką część.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jej wysokość dynia

Autorem artykułu jest Dorota Bulbiak



Może osiągać rekordową wagę aż do 700 kg. Do Europy sprowadzili ją w XVI w. z Ameryki Hiszpanie. Uprawiana od ponad 4 tys. lat, obecnie spotykana aż w 20 różnych gatunkach. Nieco zapomniana na naszych stołach, bogata w różnorodne składniki odżywcze i niskokaloryczna. Jej wysokość dynia.

Dynia doskonale wpływa na zdrowie i urodę. Znane wszystkim suszone pestki, świetny dodatek do pieczywa, ciast czy sałatek, chronią przewód pokarmowy przed pasożytami i zapobiegają miażdżycy. Są bogate w lekkostrawne białka, witaminę E i mikroelementy tj. selen, magnez, cynk, miedź i mangan. Spożywanie pestek z dyni pomaga w leczeniu stanów zapalnych pęcherza czy nerek. Za sprawą cynku pestki z dyni pomagają leczyć trądzik, opryszczkę i wrzody żołądka. Często jednak nie doceniamy wartości odżywczych miąższu z dyni, a te są ogromne. Można go wykorzystać w przygotowywaniu potraw na śniadanie, w zupie, w drugim daniu lub... na deser, nawet w cieście.

Czy wiesz, że...

...dynia jest wyjątkowo niskokaloryczna? 100 g miąższu zawiera jedynie ok. 30 kcal. Jest to warzywo idealne do komponowania zdrowych, dietetycznych posiłków. Oprócz tego, dynia jest bogata w wiele składników odżywczych. Zawiera duże ilości witamin A, B1, B2, C, PP oraz składników mineralnych: fosforu, żelaza, wapnia, potasu i magnezu. Im bardziej intensywnie pomarańczowy jest kolor miąższu dyni, tym większa zawartość karotenu (prowitaminy A).

Na obiad: dynia zamiast ziemniaków

Zamiast tradycyjnego puree ziemniaczanego, spróbuj przygotować inny dodatek do mięsa - puree dyniowe. Piecz wydrążoną z pestek dynię w temperaturze 180 st. C przez ok. 1 godzinę. Miękki miąższ zmiksuj z odrobiną oliwy z oliwek i soli i podaj jako puree w towarzystwie kotleta i surówki.

Wszechstronne warzywo

Możesz też wypróbować inne smaczne potrawy, w których skład wchodzi dynia. Śniadania, obiady, kolacje, desery (w tym również wypieki) - jest to nie tylko zdrowe, ale wszechstronnie stosowane warzywo.

---

Dorota Bulbiak prowadzi własny blog kulinarny, gotuje, fotografuje i filmuje proces przygotowywania smacznych dań.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Produkty spożywcze, które mają właściwości lecznicze cz.1

Autorem artykułu jest miracle



Już od wieków wiadomo, że jedzenie, dieta ma właściwości lecznicze i nie jest to żadna magia, tylko fakt. Odpowiednie zbilansowane składniki, warzywa mają wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie.

Nic nie pozostaje więc nam na przeszkodzie jak tylko korzystać z tych cenny dobrodziejstw, tych tzw. cudownych produktów, które wzmacniają odporność, poprawiają pamięć i koncentrację, dbają o nasze zdrowie i urodę. Oto przykładowa lista superproduktów i ich właściwości.

Warzywa:

Brokuły- posiadają działanie przeciwnowotworowe, zawierają przeciwutleniacze, witaminy C i B , dlatego wzmacniają układ odporościowy, karotenoidy dzięki którym utrzymije się jędrna i gładka skóra, błonnik, dostarczają bardzo dużo potasu wzmacniającego serce, kwas foliowy, wapń, który zapobiego osteoporozie. Nie zaleca się go stosowac u osób z dną moczanową oraz z w przypadku niedoczynności tarczycy.

Brukselka- to skarbnica wapnia, magnezu, żelaza, fosforu, potasu, beta-karotenu, wit. z grupy B, wit. Ci E, kwasu foliowego. Działa przeciwnowotworowo, przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo, wspomaga działanie trzustki, chroni przed rakiem piersi i okrężnicy.

Buraki- mają ogromne działanie antyrakowe, dzięki antycyjanom, zapobiegają zmianom nowotworowym w zdrowych komórkach, a uszkodzonym przywracają prawidłową konstrukcję. Dostarczają dużo błonnika, mają korzystne działanie na niewydolność wątroby. Występujący w burakach potas obniża ciśnienie tętnicze i reguluje gospodarkę wodną organizmu.Zawierają potas, który korzystnie wpływa na serce. Pomimo swoich walorów zdrowotnych, buraki są nie wskazane dla osób cirpiących na kamienie nerkowe, ze względu na zawartość szczawianów,

Cebula- ze wszystkich warzyw zawiera najwięcej kwercetyny, czyli substancji o silnym działaniu przeciwutleniającym, czyli opóźniającym procesy starzenia się komórek. Cebula zawiera też flawonoidy, które działają przeciwbakteryjnie, zapobiega przeziębieniom i doskonale je zwalcza. Dzięki zawartości siarki i allicyny cebula posiada właściowości żółciopędne, chroni przed chorobami serca, podnosi pozom dobrego cholesterolu HDL, pobudzaja pracę przewodu pokarmowego.

Chrzan- posiada substancje bakteriobójcze, wit. C, jest doskonałym lekarstwem na katar oraz wzmacnia sytem odpornościowy.

Czosnek- jest to jedno z najskuteczniejszych naturalnych lekarstw. Działa silnie antyseptycznie, bakteriobójczo oraz grzybobójczo, jest doskonały w leczeniu przeziębienie, grypy, zapalenia oskrzeli, ma działanie wzmacniające organizm. Jest to tzw. naturalny antybiotyk. Pomaga w zapobieganiu miażdżycy, nadciśnieniu, obniża krzepliwość krwi i poziom złego cholesterolu LDL. Łagodzi również zaburzenia żołądkowo-jelitowe.

Fasolka szparagowa- zawiera kwasy nukleinowe oraz białko, dzieki czemu jest źródłem młodości. Poza tym występujący wapń i potas wpływaja na pracę nerek, magnez wzmacnia naczynia krwionośne natomiast mangan pomaga przy koncentarcji i zmęczeniu.

Koper włoski- dzięki zawartości wapnia, magnezu, fosforu, kwasy foliowego, potasu, wit.C wykazuje właściwości przeciwskurczowe, doskonały jest w okresie menopauzy, łagodzi bóle żołądka, przyspiesz trawienie, jest doskonały w odchudzaniu.

Kalafior- zawiera wapń, magnez, kwas foliowy, potas, bor, beta-karoten, wit.C, dzieki czemu ma działanie przeciwutleniające, przeciwnowotworowe, wpływa na oczyszczanie krwi, doskonały jest przy zaparciach, nadciśnieniu tętniczym, zaburzeniom pracy nerek i pęcherza.

Kapusta- zawiera duże ilości związków chemicznych, które zapobiegają powstawaniu nowotworów. Posiada zdolność niszczenia bakterii i wirusów, chroni przed chorobami układu krążenia. Zawiera dużo żelaza więc zalecana jest dla osób z anemią. Doskonale wpływa na pamięć, koncentarcję, stres. Posiada przeciwutleniacze, dzieki czemu ma właściowości odmładzające.

Marchew- zawiera beta-karoten, czyli antyutleniacz poprawiający naturalną odporność, obniża ryzyko nowotworów, poprawia wzrok, opóźnia starzenie się skóry i oczywiście nadaje jej piękny koloryt. Dzięki zawartości wit. B1 i B2 marchew ułatwia przemianę materii, oczyszcza, wpływa na wątrobę i przewód pokarmowy. Ma też działanie moczopędne, przeciwzapalne oraz wspomagające pracę nerek. Ponadto zawarty potas, sód i krzem mają właściwości regulujące pracę serca.

Ogórki-zawierają potas, więc są moczopedne, rozpuszczaja również kwas moczowy przeciwdziałając powstawaniu kamieni nerkowych. Normują ciśnienie krwi, korzystnie wpływają na funkcjonowanie wątroby i wydzielanie żółci.

Pomidory- rewelacja zdrowia i żywienia. Bogate źródło beta-karotenu, wit. B,C,E, potasu, wapnia, magnezu, sodu i żelaza. posiada właściwości przeciwutleniające, zmniejsza ryzyko wielu nowotworów (doskonałe na raka prostaty, jelit, płuc), chroni przed chorobami serca i układu krążenia. Są moczopędne więc zalecane dla osób mających problemy z nerkaim. Zawierają sole bromu wpływające na system nerwowy.Zawierają błonnik i dużo wody, a mało kalorii są więc doskonałe w diecie odchudzającej. Posiadaja także wit.C i K, które wpływają korzystnie na stan skóry. Ich walory są nieocenione i powinny znaleźć się w każdej diecie.

---

www.miracle-zdrowieiuroda.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Produkty spożywcze, które mają właściwości lecznicze cz.2

Autorem artykułu jest miracle



Pragnę przedstwić kolejną grupę superproduktów, wpływających na nasze zdrowie, urodę i samopoczucie. Są to produkty, które powinny się znaleźć w każdej kuchni i w każdym jadłospisie. Zachęcam do dalszej lektury.

Pory- są bogate w wit. A,C,K, kwas foliowy, wapń, dzięki czemu mają działanie moczopędne i oczyszczające. Poza tym zawarta wit.C chroni przed przeziębieniem oraz wzmacnia system immunologiczny.

Rośliny strączkowe- są to oczywiście groch, fasola i groszek. Produktów tych nie może zabraknąć w naszym jadłospisie, ze względu na ich waloty. Stanowią dobre źródło łatwo przyswajalnego i pełnowartościowego białka (doskonałe dla wielbicieli kuchni wegetariańskiej). Zawierają błonnik, który chroni przed zaparciami, doskonale wspomagają odchudzanie. Doskonałe dla urody, gdyż zawierają biotynę, wpływającą na powstawanie keratyny, czyli ważnego budulca paznokci i włosów.

Rzodkiewki- zapobiegają nadciśnieniu, wspomagają wydzielanie soków trawiennych (polecane dla diabetyków i osób z nadwagą), maja działanie wyksztuśne (leczą kaszel i oczyszczają zatoki), wpływają na pracę mózgu, poprzez zwiekszanie jego ukrwienie.

Sałata- zawiera magnez, potas, krzem, beta-karoten oraz wit.C i A. T rudno jest wymienić wszystkie właściwości zdrowotne, ale oto niektóre z nich. Zapobiega rozwojowi miażdżycy i chorób nowotworowych, działa przeciwskurczowo, wzmacnia stawy, kości i tkankę łączną, oczyszcza organizm, poudza procesy trawienne, leczy zaparcia, poprawia pracę wątroby, działa uspokajająco i bardzo dobrze wpływa na sen. Jest bardzo nisko kaloryczna więc jest doskonałym składnikiem diet odchudzających. Również polecana dla kobiet w ciąży, ze względu na zawartość kwasu foliowego.

Seler- zawiera magnez, potas, fosfor, cynk, żelazo, wapń oraz wit. C,B,E,A.. Oczyszcz organizm z toksyn, działa moczopędnie (zalecany przy kamicy nerkowej i reumatyzmie). Ponadto ułatwia trawienie, pobudza apetyt, łagodzi dolegliwości żołądkowe, poprawia samopoczucie, obniża ciśnienie krwi, może łagodzic migreny oraz pomaga przy zapaleniu stawów.

Szczypiorek- zawiera wit.B1,B2 i C oraz potas, magnez, żelazo, sód i fosfor. Ma właściwości bakteriobójcze, wspomaga przemianę materii, pobudza apetyt. Zmniejsza także ilość złego cholesterolu w organizmie.

Szpinak- zawiera potas, żelazo, magnez, wapń, beta-karoten, wapń, wit.C i B6. Działa przeciwnowotworowo, aktywizuje układ odporościowy, zmniejsza ryzyko udaru mózgu, reguluje ciśnienie tętnicze krwi, korzystnie wpływa na kości (nie zaleca się w przypadku kamicy nerkowej, gdyz mogą się odkładać szczawiany wapnia).

Warzywa kiszone- zawierają błonnik, wit.C i B, kwas mlekowy. Reguluję trawienie usuwając szkodliwe substancje z przewodu pokarmowego, zwiększają odporność na infekcję, ułatwiają trawienie, wpływają stymulująco na układ nerwowy (nie zaleca się jedznie w dużych ilościach osobom z podwyższonym ciśnieniem krwi i chorych na serce ze względu na dużą zawartość sodu pochodzącej z soli).

Ziemniaki- zawierają skrobię, wit.K i B oraz inne składniki mineralne. Mają ogromne walory zdrowotne. Są najprostszym paliwem energetycznym, gdyż skrobia z ziemniaków przekształca się w glukozę (polecane dla diabetyków), leczą nadkwaśność, chorobe wrzodową, obniżają ciśnienie tętnicze krwi, przeciwdziałają zawałom serca i udarowi mózgu, reguluja procesy krzepnięcia krwi, zapobiegają krwawieniom, wspomagają leczenie złamanych kości, poprawiają pracę układu nerwowego, chronią przed chorobami serca i nowotworami.

---

www.miracle-zdrowieiuroda.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jajka – najwspanialszy dar natury

Autorem artykułu jest Ira



Jajko jest symbolem życia. Z kultury ludowej, w której jajko pełniło rolę talizmanu zabezpieczającego przed złem, symbolu zdrowia i życia, miłości i płodności wyrósł zwyczaj święcenia wielkanocnych pisanek.Troszeczkę więc wiedzy teoretycznej na temat składu jaja kurzego i zdrowotnego działania na organizm.

Tradycje wielu kultur podkreślały wspólny rytm jaja ze światem, Słońcem, płodnością, zmartwychwstaniem. Było ono znakiem powrotu wiosny, odradzającego się życia. Używane w magii leczniczej i oczyszczającej uwalniało swą mocą siły witalne. W owalnym kształcie zamknięta była nadzieja na odradzanie się życia.

Spotykane jest w wielu krajach i kulturach jako jeden z głównych składników pokarmowych, więc należałoby przybliżyć wiedzę o jego właściwościach odżywczych, kryjącym się w nim bogactwie witamin i minerałów. Dziś pojawia się na naszych stołach częściej niż w latach 70, kiedy to w naszym kraju wypowiedziano wojnę cholesterolowi i rozpoczęto dietetyczną akcję „przeciwjajeczną” .

Troszeczkę wiedzy teoretycznej na temat składu jaja kurzego i zdrowotnego działania na organizm:

Białko to 90 proc. wody, 9 proc. aminokwasów, ok. 1 proc. węglowodanów i tylko 45 kcal/100 g.

Żółtko składa się w 2/3 z lipidów - tłuszczów. Są to trójglicerydy (65 proc.), fosfolipidy (ok. 30 proc., w tym głównie lecytyna) oraz cholesterol. Towarzyszą im witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K). Duża ilość składników energetycznych sprawia, że wartość kaloryczna żółtka wynosi aż 350 kcal/100 g.

A oto główne składniki:

Lecytyna- składnik żółtka nazywana także “pogromcą tłuszczu” ze względu na właściwości emulgujące. Powoduje rozpad spożywanych tłuszczów oraz cholesterolu na małe cząstki, redukując odkładanie się blaszki miażdżycowej na ściankach naczyń przez zapobieganie przyczepianiu się składników rozpadu do ścianek naczyń. Ok. 50 proc. lecytyny stanowią wielonienasycone kwasy tłuszczowe, głównie kw. linolowy, który jest prekursorem prostaglandyn tj. substancji regulujących ciśnienie krwi oraz działających przeciwzapalnie i przeciwskrzepowo. Lecytyna dobrze działa również na najwrażliwszy organ człowieka tj. wątrobę, m.in. rozpuszcza cholesterol w żółci i chroni przed tworzeniem się kamieni żółciowych. Uczestniczy również w hamowaniu niepożądanych procesów utleniania i poprawia funkcjonowanie układu nerwowego. Dzięki niej łatwiej się uczymy i panujemy nad stresem.

Barwniki- Jajko zawiera ważne dla zdrowia ksantofil i luteinę (barwniki w żółtku). Ksantofil zapobiega osadzaniu się złogów na ścianach tętnic. Luteina w organizmie człowieka gromadzi się głównie w plamce żółtej oka i soczewce. Działa jak filtr chroniący przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB. Jest również silnym wymiataczem wolnych rodników, dzięki czemu zapobiega uszkodzeniom delikatnych naczyń włosowatych siatkówki oraz fotoreceptorów.

Minerały- jajka to doskonałe źródło składników mineralnych takich jak : wapń- jest on składnikiem kości i zębów, niezbędny w procesie przekazywania bodźców nerwowych, krzepnięcia krwi i funkcjonowaniu mięśni, fosfor- który jest składnikiem budulcowym utrzymującym zdrowe i silne kości i zęby, niezbędny w procesach uwalniania energii w komórkach i przy wchłanianiu składników odżywczych, cynk- odpowiedzialny za prawidłowy rozwój, reprodukcję oraz działanie systemu odpornościowego, jest składnikiem wielu enzymów, żelazo- nieodzowny składnik hemoglobiny i wielu enzymów uczestniczących w przemianie materii, chrom - pełniący ważną funkcję w kontroli poziomu cukru we krwi, pomagający w regulacji poziomu cholesterolu we krwi, potas- który przez udział w kontroli równowagi wodno-elektrolitowej w komórkach odpowiada za utrzymanie prawidłowego rytmu serca oraz ciśnienia tętniczego krwi, jest niezbędny przy przekazywaniu wszystkich bodźców nerwowych, siarka - która jest obecna w każdej komórce przez występowanie w wielu białkach organizmu, jod- niezbędny do syntezy hormonów tarczycy, selen- który jako przeciwutleniacz chroni komórki przed uszkodzeniem przez wolne rodniki i decyduje o prawidłowym rozwoju płciowym,

Witaminy- jajko jest bogatym źródłem witamin (oprócz witaminy C), z grupy B szczególnie witaminy B 12 niezbędnej w organizmie dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, witaminy A odpowiadającej za prawidłowe widzenie, zmniejsza rogowacenie naskórka, poprawiającej koloryt skóry, chroniącej skórę przed promieniami UV, zwiększającej zawartość kolagenu w skórze właściwej, odpowiadającej za prawidłowy wzrost u dzieci , witaminy D odpowiadającej za wchłanianie wapnia a więc metabolizm tkanki kostnej, witaminy E który jest głównym antyoksydantem chroniącym komórki przed utleniaczami i czerwone krwinki przed wczesnym rozpadem, niezbędnej w leczeniu bezpłodności, zaburzeń mięśniowych , miażdżycy oraz chorób serca, której niedobór powoduje rozdrażnienie, osłabienie zdolności koncentracji, zaburzenia funkcjonowania i osłabienie mięśni szkieletowych, rogowacenie i wczesne starzenie się skóry, gorsze gojenie się ran, pogorszenie wzroku, niedokrwistość, zwiększone ryzyko chorób sercowo-naczyniowych

Proteiny tj. białka proste zbudowane wyłącznie z aminokwasów- jajko jako jedyny produkt spożywczy zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, tzn. te, których organizm człowieka nie wytwarza, a które są dla niego niezbędne i dlatego musi je otrzymywać z pokarmem. Dwa jaja pokrywają ok. 35 proc. dziennego zapotrzebowania dorosłego człowieka na te aminokwasy.

Jednakże, przy spożywaniu jaj należy uważać na takie elementu jak:

- alergia, która wywoływana jest przez białko jaja kurzego (zaraz po białku mleka krowiego) i jest najczęstszą przyczyną alergii u dzieci. Dlatego też dzieci z rodzin z wysokim czynnikiem ryzyka wystąpienia alergii, nie powinny jadać jajek przed ukończeniem 12 miesiąca życia. Warto jednakże wiedzieć, że gotowanie jajka na twardo pozbawia je z reguły własności uczulających.

- awidyna, która zawarta w białku, blokuje przyswajanie witaminy H (biotyny). Jednak awidynę można zniszczyć przez gotowanie. Ponadto badania wykazały, że ilość biotyny w jajku jest na tyle wysoka, że częste spożycie jajek nie doprowadzi do jej niedoborów w naszym organizmie.

- zakażenie salmonellą, które grozi przez jedzenie surowych jaj z nieprzebadanych źródeł. Gotowanie i smażenie niszczy jednak te bakterie które giną w ok. 70 C.

Praktyczne wskazówki:

- żółtko surowe jest strawne w tym samym stopniu jak gotowane, ale białka nie należy jeść na surowo. Strawność białka wzrasta po ubiciu na pianę. Cząsteczki białka mają stosunkowo dużą lepkość, dlatego piana się utrzymuje. Z kolei tłuszcz ją “gasi”. Aby więc uzyskać trwałą pianę z białka, należy najpierw dokładnie oddzielić żółtko które zawiera tłuszcz.

- jajka ugotowane na miękko (4 minuty) są najlepiej przyswajalne przez nasz organizm

- zbyt długie gotowanie jajek na twardo (powyżej 10 min) powoduje straty witamin i obniżenie wartości odżywczej białka nawet o 40 proc.

- zielonkawa obwódka wokół żółtka świadczy o tym, że jajko było za długo gotowane (powyżej 10 minut) – wtedy dochodzi do reakcji siarki z żelazem, czego efektem jest charakterystyczne zielone zabarwieniebiałko ścina się w temperaturze 60 C, co pozwala na smażenie jajecznicy np. na maśle. Gdy masło zaczyna się palić (brązowieje na patelni) tzn. że ma temperaturę pow.200 C i zaczyna wydzielać się z niego toksyczna akroleina.

-przechowywać jaja należy w lodówce do 3 tygodni, cieńszym czubkiem do dołu, pamiętając jednakże, że mają zdolność· pochłaniania obcych zapachów. Niska temperatura spowalnia proces starzenia jaj, ale go nie eliminuje. Następuje stopniowy rozkład białka i witamin oraz jełczenie tłuszczu. Ten proces hamowany jest przez naturalną warstwę ochronną tj. błonkę pokrywająca skorupkę. Dlatego nie należy myć jaj przed włożeniem ich do lodówki. Ale przed ich użyciem, najpierw trzeba je dokładnie umyć, a potem sparzyć wrzątkiem.

Podsumowując:

- Żadne naukowe badania nie potwierdziły bezpośredniej zależności między jedzeniem jajek a poziomem cholesterolu. Jego zawartość we krwi człowieka zależy bowiem od wielu czynników - genów, wieku, płci, wagi, sylwetki i aktywności fizycznej, a także od chorób, np. cukrzycy.

-Zawarte w jajach substancje odżywcze są przyswajalne prawie w100%, powinniśmy zacząć więc myśleć o zwiększeniu ilości zjadanych jaj.

-WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) dopuszcza jedzenie 10 jajek tygodniowo, łącznie z tymi użytymi do kotletów, ciast, makaronu. Polscy dietetycy i kardiolodzy dopuszczają aby osoby zdrowe jadły 1 jajko dziennie. Ale ten, kto ma podniesiony poziom cholesterolu - maksymalnie 2-3 jaja tygodniowo.

- Zasada jest taka: im więcej spożywamy warzyw, owoców, a mniej potraw obfitujących w tłuszcze zwierzęce, tym częściej możemy pozwolić sobie na jajko.

Wystarczy wspomnieć, że jajka używa się praktycznie do wszystkiego. Najpopularniejsza jest oczywiście jajecznica (na boczku, z pomidorami, cebulą, grzybami, szczypiorkiem, etc.). Równie smaczne są jajka sadzone i gotowane (na twardo lub miękko). Można także zrobić pastę jajeczną, kogel – mogel, dodać je do naleśników, omletów, panierek do mięsa, sałatek, kremów i ciast.

Mądrość najstarszych gospodyń mówi: nie ma głodu gdzie jest jajko w domu.

---

Autor Irena www.prostegotowanie-ircia.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Dlaczego warto jeśc ciemne pieczywo.

Autorem artykułu jest nektarnik



Dlaczego około 60% ludzi spożywa tylko białe pieczywo? Bo prawdopodobnie nigdy nie słyszało o rzeczach opisanych poniżej. Kilka istotnych faktów które pomogą zmienić wam wasze przyzwyczajenia.

Ciemne pieczywo:

1. …ma o połowę niższy indeks glikemiczny, niż pieczywo białe. Dzięki czemu jest zalecane w diecie cukrzycowej, stabilizuje poziom glukozy we krwi oraz pomaga w profilaktyce cukrzycy typu II;

2. …zachowuje świeżość nawet do 6-7 dni. Musimy jednak pamiętać, że musi być to prawdziwe pieczywo robione z mąki z pełnego przemiału. Wiele piekarni wypieka zwykłe, jasne chleby zabarwione karmelem, sprzedając je jako chleby razowe. Można je jednak rozpoznać, chleby barwione są delikatniejsze i lżejsze;

3. …posiada 2,5 razy więcej błonnika niż jego jasny odpowiednik. O błonniku napisałem chyba wszystko w tym artykule;

4. …zawiera duże ilości witamin, głownie z grupy B oraz duże ilości żelaza, magnezu i potasu. Dzięki czemu m.in. pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie.

5. Natomiast białe pieczywo… jako że jest wytwarzane z wysoko przetworzonej mąki, jest pozbawione większości składników odżywczych. Ponadto zakwasza organizm, daje krótkotrwałe uczucie sytości, jest bardziej kaloryczny i posiada mnóstwo ”polepszaczy”.

Kilka informacji “technicznych” na temat ciemnego chleba wieloziarnistego (na 100g/w przybliżeniu):

Kalorie: 230 kcal
Energia: 962 kJ

Białko: 7,8 g
Węglowodany: 43 g
Tłuszcz: 1,7 g

Cholesterol: 0 mg
Błonnik: 10 g
WW: 4,3

Oczywiście ciemne pieczywo to nie jedyne pełnoziarniste produkty, warto wzbogacić swoją dietę o makaron pełnoziarnisty, grube kasze czy też ciemny ryż. Wszystko smaczne i zdrowe :)

Pozdrawiam,

Albert Czajkowski

---

Chcesz poczytać więcej równie dobrych artykułów? Zapraszam na mój blog nektarnik.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

O chlebie

Autorem artykułu jest Katarzyna Dudziuk



To jedna z takich rzeczy, o których mówi się zmienionym głosem. O której nawet nie trzeba wiele mówić. Odwieczny symbol i szara codzienność. To, co najpożywniejsze z płodów ziemi i najlepsze z człowieka. Zwykły, powszedni chleb.

Istnieje wiele rzeczy na świecie, bez których spokojnie mogę się obejść w codziennym życiu i nawet tego nie zauważam. Posiadanie samochodu czy telewizora, wypady na weekend do Paryża, cotygodniowe wizyty u fryzjera czy kosmetyczki, itp. – wszystkie te rzeczy – aczkolwiek miłe – nie są mi niezbędne w życiu, a brak ich nie wpływa w najmniejszym stopniu na jakość moich dni i nocy.

Czego nie mogę powiedzieć o chlebie. Pomijając już czysto kulinarny aspekt problemu – są w moim życiu „miłości nabyte”, jak: kawa, pomidory, laptop, komórka, owoce morza, książki, muzyka fortepianowa, papier. Rzeczy, które może kiedyś nie były mi potrzebne do szczęścia, ale teraz są, choć nie muszę się nimi cieszyć koniecznie każdego dnia.

Ale istnieje jedna rzecz, bez której nie umiem się obejść na codzień (że nie wspomnę, że nie chcę i nie życzę sobie się obywać): chleb. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, by w moim życiu kiedykolwiek go nie było, bym kiedykolwiek żyła bez świadomości istnienia chleba. Nawet w trudnych czasach mojego dzieciństwa chleb był jedną z podstaw codziennego żywienia, choć, oczywiście, było go mniej i musiał starczyć na dłużej, niż jest to konieczne obecnie.

Jeśli istnieje jedna, jedyna rzecz, która jest wynalazkiem i tworem człowieka, a o której nie można wymienić nawet jednej złej cechy, to jest nią chleb. Słyszałam głosy, że chleb jest tuczący (jako ta „zła” cecha). Owszem, chleb może być tuczący, jeśli jedzony w nadmiarze. Co można powiedzieć o każdym produkcie spożywczym – wszystko w nadmiarze tuczy lub szkodzi.

Wiem, że wiele diet odchudzających zaleca ograniczenie lub zupełne wyłączenie chleba z codziennego żywienia. Biorąc pod uwagę, że żyjemy w normalnym kraju, gdzie problem masowej śmierci głodowej nie istnieje, i – bo jakże by inaczej – tabelę kaloryczności, mogę zrozumieć logikę takich zaleceń w dietach odchudzających. Jednakże – jak mówi jedno powiedzonko – punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Czasem dobrze jest się postawić w sytuacji innych ludzi, w tym przypadku: w sytuacji człowieka głodnego. Ktoś, dla kogo głód jest codziennością, nie będzie myślał o kaloryczności – dla niego przysłowiowa kromka chleba będzie ratunkiem i zbawieniem.

Dla mnie chleb jest wyrazem harmonii świata przyrody i świata ludzi, gdyż powstaje po połączeniu tego, co daje nam ziemia oraz pracy i wysiłku człowieka. Jest też symbolicznym wyrazem miłości człowieka do człowieka, gdyż dzieląc się chlebem, człowiek daje drugiemu środek do podtrzymania życia, czyli symbolicznie mówi „chcę, żebyś żył”.

Nie ma teraz potrzeby pieczenia chleba w domu, każdy sklep spożywczy ma go w swoim asortymencie. Niemniej, od czasu do czasu miło jest napełnić cały dom zapachem pieczonego, świeżego chleba. Poniżej więc zamieszczam prosty przepis na domowy chleb. Dostałam go od mojej szefowej Agnieszki, właściwie wyprosiłam po tym, kiedy raz przyniosła go do pracy „na spróbowanie”. Podaję go tak, jak go dostałam - w dokładnym, „oryginalnym” brzmieniu.

ZACZYN

1 dzień – 1/3 szklanki mąki żytniej chlebowej + 1/3 szklanki ciepłej wody – wymieszać w wysokiej misce, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu.

2 dzień – ¼ szklanki mąki + ¼ szklanki mąki, dosypać i wymieszać.

3 i 4 dzień – tak samo.

5 dnia zaczyn powinien mieć bąbelki i zapach kwasu.

Pierwsze pieczenie proponuję z ½ porcji – patrz przepis chleb.

CHLEB

1 kg maki tortowej

1 kg mąki żytniej

1 szklanka otrąb pszennych

1 szklanka ziaren słonecznika

1 szklanka siemienia lnianego

1 szklanka płatków owsianych – zwykłych

3-4 pełne łyżeczki soli kamiennej

2l ciepłej wody (z kranu)

zaczyn

Zaczyn (8 łyżek) oraz wszystkie składniki wymieszać dokładnie. Z tego ciasta odłożyć 8 łyżek (jako zaczyn) do słoika i trzymać w lodówce (może stać 2-3 tygodnie) – nie dokręcać słoika, bo zaczyn rośnie. Przygotować 3 blaszki keksówki, wysmarować olejem i wyłożyć ciasto (ja wykładam blaszki papierem do pieczenia dwustronnie silikonowanym). Przykryć ściereczką i odstawić na 6-7 godzin do wyrośnięcia. Gdy wyrośnie posmarować wierzch olejem. Wstawić do zimnego piekarnika. Piec 1 godzinę 20 minut w temperaturze 180-200°C. Po wyjęciu z piekarnika wierz chleba posmarować wodą. Pozostawić w blaszkach 15 minut. Studzić odwrócony do góry spodem.

Bon appétit :-)!

---

www.bonappetitcava.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

O chlebie część 2, czyli francuskie bułeczki w Anglii

Autorem artykułu jest Katarzyna Dudziuk



Tęsknota za smakiem chleba nie jest wymysłem literatury. Zazwyczaj nikt się nad tym nie zastanawia, bo i po co, skoro codzienna obecność chleba na stole i w każdym sklepie jest faktem. Ale wystarczy wyjechać na dłużej...

W USA spędziłam ponad rok. Potrzebę na chleb zaspokajałam kupując go w polskim sklepie, lub też, kiedy nie miałam czasu jechać do sąsiedniego miasta, by go nabyć, kupowałam bajgle w amerykańskich supermarketach – a trzeba przyznać, że ich wybór smakowy był bardzo duży: zwykłe bez dodatków, z rodzynkami, z solą kamienną, moje ulubione z kminkiem, z makiem, jajeczne, czekoladowe, z lukrem, i pewnie wiele innych, o których już nie pamiętam. Chleb w polskim sklepie był sprowadzany i rzadko kiedy trafiałam tam, kiedy był świeży, za to bajgle były świeże zawsze. Wielką pomocą też były bułeczki, które serwowała restauracja, w której pracowałam. Nie mam pojęcia, skąd one pochodziły, ale w smaku były zupełnie jak polskie kajzerki.

Mimo to, kiedy wróciłam do kraju, jeszcze nie zdążyliśmy dojechać do domu, a już zdążyłam uprosić Ojca, by się zatrzymał przy piekarni, aby kupić chleb. Do dziś pamiętam, że z radości chciałam zapłacić przy kasie dolarami, bo z rozpędu wyciągnęłam portfel, a nie miałam jeszcze polskiej waluty.

Potem przez jakiś czas mieszkałam w Anglii, w hrabstwie West Yorkshire. Tam również były polskie sklepy i tym razem w mieście, w którym mieszkałam. Było tam tak wiele Polaków, że z czasem sklepy prowadzone przez Pakistanów także zaczęły tworzyć działy z polskimi produktami i tam również można było dostać polskie pieczywo. Miało ono zwykle już dwa, trzy dni, ale najważniejsze, że w ogóle było. Natomiast chleb angielski...

Gwoli wyjaśnienia dodam, że chodzi mi o chleb tostowy. Nie jestem mocno wybredna, zostałam nauczona, by nie wybrzydzać przy jedzeniu. Ale kiedy spróbowałam tego tostowego chleba, dostałam nie tylko rozstroju żołądka, ale i nerwów. Możliwe, że zwyczajnie nie byłam do niego przyzwyczajona, ale po spróbowaniu nie widziałam ani jednego powodu, bym miała się do niego przyzwyczajać.

Pobyt w Anglii miał tę zaletę, że lot samolotem do Polski zajmował dwie i pół godziny. Możliwe więc były w miarę częste i regularne wizyty w domu, a co za tym idzie – domowe jedzenie. Jednakże, większość czasu spędzałam w Anglii i tam prowadziłam moje małe gospodarstwo. Myślę, że chwila, w której zdecydowałam się sama piec pieczywo, musiała przyjść prędzej czy później.

Za którąś wizytą w domu znalazłam książkę, którą kupiłam w czasach, kiedy namiętnie się odchudzałam, napisaną przez Francuzkę, która mieszka obecnie w Nowym Jorku. W tej książeczce znalazłam idealne rozwiązanie na moją potrzebę świeżego pieczywa. W dodatku przepis jest bardzo prosty, a składniki można dostać wszędzie. Rozpoczęłam więc produkcję bułeczek jogurtowych, nie tylko dla siebie, ale zanosiłam je również do przyjaciół na „proszone” przyjęcia. Pewnego razu omal nie spadłam z krzesła ze śmiechu, kiedy jeden mój kolega – gdy się dowiedział, że bułeczka, którą właśnie je, została upieczona może przed dwoma godzinami – oglądał ją z niedowierzaniem, a następnie wetknął w nią widelec, by sprawdzić, czy aby na pewno jest świeża.

Poniżej przepis na bułeczki – mój ratunek w Anglii.

BUŁECZKI Z MAKIEM

1 jajko

1 łyżka stołowa wody

1 i 1/3 szklanki zwykłego jogurtu (ja zawsze używałam jogurtu greckiego)

4 łyżki stołowe oliwy

2 i ½ szklanki nieprzesianej mąki

2 łyżki cukru

1 łyżeczka soli

1 łyżka stołowa proszku do pieczenia

1 łyżka maku

Rozmącić jajko z wodą. Odstawić. Ubić jogurt z oliwą na gładką masę. Przesiać mąkę z cukrem, solą i proszkiem do pieczenia. Zrobić dołek i wlać do środka mieszankę jogurtu z oliwą. Wymieszać końcami palców do całkowitego połączenia z mąką. Wyrabiać, aż ciasto nie będzie przywierało do palców i uzyska gładką konsystencję. Rozgrzać piekarnik do 220°C. Uformować 12 kulek i ułożyć na pergaminie (ja używam folii aluminiowej i też jest w porządku). Posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać makiem. Ostrym nożem naciąć na krzyż wierzch każdej bułeczki. Piec przez 30 minut albo dopóki bułeczki nie nabiorą złocistej barwy. Smaczne są ciepłe, ale można oczywiście podawać je ostudzone do temperatury pokojowej.

Bon appétit :-)!

Przepis pochodzi z książki Mireille Guiliano "Francuzki nie tyją. Sekret jedzenia dla przyjemności" wydanej przez "Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz" w 2005r.

---

www.bonappetitcava.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pomidor – owoc czy warzywo?

Autorem artykułu jest Katarzyna Dudziuk



Dla naukowców-botaników – oczywiście, owoc. Większość populacji ludzkiej, zapytana znienacka, zapewne powiedziałaby: warzywo. A ja mówię: nieważne, czy owoc, czy warzywo, w każdym razie: niezwykle smaczna, uniwersalna roślina i mój stały towarzysz od kiedy skończyłam 16 lat.

Jako dziecko byłam okropnym niejadkiem. Potrafiłam godzinami „modlić się” nad talerzem zupy. Mój wujek żartobliwie wspomina, że dzieciństwo przeżyłam na jabłkach i landrynkach pomarańczowych. Nie jadłam wielu rzeczy i kiedy o tym teraz myślę, to żal mnie ściska za te stracone lata. Ale staram się teraz to nadrobić.

Nawet nie wiem, jak ani dlaczego tak się stało, lecz przyszedł taki dzień, kiedy stwierdziłam, że chcę jeść pomidory, maliny i płatki owsiane, że porzeczki, śledzie i wątróbka są pyszne (zwłaszcza jeśli dwoje ostatnich przyrządza się z cebulą) i że od teraz moim obowiązkiem jest nadrobić stracony czas na polu doznań smakowych.

Pomidory najłatwiej weszły do mojego jadłospisu i zagościły tam na stałe, co pewnie wynika z tego, że aby je jeść, wystarczy odrobina soli i pieprzu – a i to nie zawsze jest potrzebne. W moim przypadku, pomidory okazały się istnym dobrodziejstwem, zwłaszcza po moim powrocie ze Stanów. Wtedy właśnie wyszło, że mam za niski poziom potasu, co objawiało się omdleniami pod prysznicem, kiedy puszczałam sobie gorącą wodę. Po uzyskaniu wyników badań, mój Ojciec zalecił: ziemniaki i pomidory – żadnych suplementów. Po dwóch tygodniach diety ziemniaczano-pomidorowej, wyniki badań miałam niemalże wzorcowe.

Pamiętam też pielgrzymkę do Sanktuarium w Fatimie. Mieliśmy przygotowany suchy prowiant, który dobrze spełniał swoje zadanie jako nasze przegryzki i kolacje (śniadania i obiady jedliśmy w hotelu). Jednego razu wybraliśmy się na spacer po Fatimie i weszliśmy do pierwszego lepszego marketu. Spragnieni jakiejś odmiany kupiliśmy 1,5 kg pomidorów, takich zwykłych czerwonych, nie za dużych, jakie można też dostać na każdym rynku latem w Polsce, żółty ser z dziurami i, zdaje się, jakiś pasztet na chleb. W pokoju hotelowym zrobiliśmy sobie kanapki z serem i pomidorem. I po pierwszej kanapce chleb, ser i pasztet poszły w zapomnienie, a my przez pół godziny pochłonęliśmy 1,5 kg pomidorów. To chyba były najlepsze okazy, jakie miałam możliwość skosztować.

Nie chciałabym tu narzekać, ale fakt jest faktem: pomidory, które można było dostać w supermarketach w Anglii smakowały jak papier, a raczej: w ogóle nie smakowały. W przypływie desperacji, kupowałam małe pomidorki koktajlowe, które miały smak pomidora, ale posiadały też tę wadę, że były zwyczajnie za małe. W Anglii słońce rzadko pojawia się zza chmur. Te nieszczęsne pomidory zwyczajnie nie miały jak rosnąć i nabierać słodyczy. Biedne pomidory...

Na szczęście tu w Polsce nie ma takiego problemu. Podaję więc przepis na włoski omlet z pomidorami. Jest to danie raczej na lato, ale to też wpisuje się w obecny klimat opadów śniegu za oknem i tęsknotą za ciepłym, lipcowym słońcem.

FRITTATA Z FENKUŁEM I POMIDORAMI

2 małe bulwy fenkułu

5 pomidorów, obranych ze skórki

1 łyżka oliwy z oliwek

50 g masła

8 jajek

2 łyżki parmezanu, startego

drobno starta skórka z 1 cytryny

2 łyżki siekanego szczypiorku

1 ząbek czosnku, posiekany

sól i pieprz

siekane pędy fenkułu lub koperek do dekoracji

Rozgrzewamy opiekacz do wysokiej temperatury. Rozcinamy bulwy fenkułu wzdłuż na cztery części (zachowujemy zielone pędy). Usuwamy twardy środek i warstwy zewnętrzne, potem cienko kroimy bulwy w plastry. Każdy pomidor kroimy na osiem cząstek i wyrzucamy nasiona. Rozgrzewamy olej i połowę masła na patelni teflonowej o średnicy 25-30cm. Kiedy tłuszcz zacznie skwierczeć, wrzucamy fenkuł i smażymy przez 5 minut na średnim ogniu, aż zmięknie. W tym czasie ubijamy jajka i dodajemy do nich ½ łyżeczki soli, trochę pieprzu, skórkę z cytryny, parmezan i szczypiorek. Wrzucamy czosnek i pomidory na patelnie do fenkułu, całość smażymy jeszcze przez minutę. Doprawiamy odrobiną soli i pieprzu. Wrzucamy resztę masła na patelnię. Kiedy zacznie się pienić, nalewamy ubite jajka (mieszamy, by wszystkie składniki rozprowadziły się równomiernie). Przykrywamy i smażymy na małym ogniu przez 8 minut, aż jajka niemal się zetną. Szerokim nożem rozluźniamy brzegi omletu. Patelnię wstawiamy do opiekacza na 4 minuty, by podpiec omlet (jeśli ktoś nie ma opiekacza, może odwrócić frittatę na patelni, by przysmażyć ją z wierzchu). Zsuwamy omlet na talerz i kroimy na ćwiartki. Dekorujemy i od razu podajemy.

Bon appétit :-)!

Przepis pochodzi z dwutygodnika „Świat Kuchni. Samouczek dobrego gotowania” wydawanego przez „Marshall Cavendish. Polska Sp. z o.o.” w latach 1997-2000, z działu: „Dania z jaj oraz dania jarskie”, strona 42.

---

www.bonappetitcava.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Walentynkowe afrodyzjaki

Autorem artykułu jest 5tka_PR -



Jak zaaranżować ciekawe Walentynki? Co przygotować, aby nasza druga połówka czuła się doceniona, a Dzień Zakochanych był sukcesem? Przeczytajcie!

Niejedna z kobiet lubi od czasu do czasu mianować się współczesną Afrodytą i uwieść swego mężczyznę nieziemską potrawą. Doskonałą okazją, aby choć na jeden dzień oficjalnie zamienić się w boginię miłości oraz puścić kulinarne wodze fantazji jest dzień Świętego Walentego.

14 lutego nieco przestarzałe powiedzenie „przez żołądek do serca” nabiera aktualnego oraz szczególnego znaczenia. Sprawdzonym i popularnym sposobem celebracji tego dnia jest kolacja przy świecach w romantycznym anturażu. Chcąc oczarować swego wybranka starożytna bogini miłości sięgała po pokarm z głębi morza oraz nektar pszczeli. Dzisiejsza Afrodyta ma łatwiejsze zadanie i może posługiwać się całą gamą sztuczek kulinarnych. W walentynkowy wieczór główną rolę odgrywa pokarm miłości - afrodyzjaki oraz potrawy z przysłowiowym pieprzykiem.

Na miłosne menu, które chwyta za serce składają się wszelkie odmiany owoców morza, takie jak małże, ostrygi, krewetki, homary oraz afrodyzjaki ziołowe i przyprawy - imbir, cynamon, chili, kardamon, lubczyk, żeń-szeń, wanilia, ambrozja. Nie można również zapomnieć o słodkiej i delikatnej czekoladzie, która działa jak 'balsam na serce”.

Podobno najlepszym afrodyzjakiem jest urozmaicone menu. Zatem jeśli chcemy przygotować wykwintną kolację warto przygotować kilka różnorodnych potraw na ostro i słodko. Na główne danie polecamy owoce morza z sosem chilli lub pieczeń marynowaną w musztardzie miodowej/pieprzowej. Na stole nie może także zabraknąć wytrawnego białego lub czerwonego wina. Uwieńczeniem kolacji będzie słodki deser – czekoladowe muffinki oraz truskawki w czekoladzie podane z bitą śmietaną.

Mężczyźni znani są z tego, że są wzrokowcami. Trzymając się tej prawdy warto postawić nie tylko na smaczne potrawy, ale również ładnie podane. Ważne, żeby kolacja była tak samo apetyczna, co i widowiskowa. Aby podkreślić atmosferę walentynkowego wieczoru warto zadbać o romantyczne oświetlenie oraz odpowiednią dekorację stołu. Tak zaplanowany wieczór walentynkowy na pewno pozostanie na długo w pamięci.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Sztuka młynarza czyli o mące słów kilka.

Autorem artykułu jest Remek Rafalski



Otrzymywaną z ziaren mąkę znamy od czasów prehistorycznych. I wciąż jest jednym z podstawowych kulinarnych składników. Wypada poznać jakie rodzaje mąk mamy do dyspozycji.

Dziś mąkę produkuje się w młynach zbożowych na skalę przemysłową. Uzyskuje się ją ze zmielonych ziaren zbóż - przenicy, owsa, żyta, jęczmienia - ziarna kukurydzy i gryki, a także z ziemniaków. Oto najpopularniejsze u nas mąki.

Gryczana - Mąka z palonej kaszy gryczanej ma intensywny ostry smak. Można jej używać - najczęściej w połączeniu z mąką pszenną - do placków i blinów, naleśników.

Jęczmienna - Pełnoziarnista mąka jęczmienna jest ciemna i ma specyficzny orzechowy smak. Kiedyś często używano jej do wypieku chleba złoty pumpernikiel, jednak szybko czerstwiał, dlatego dziś łączy się ją z mąką pszenną. Dobra na ciasteczka, jako dodatek do naleśników.

Kukurydziana - Używana przede wszystkim w dietach bezglutenowych - na kluski, placki, mamałygę, polentę. Świetna też do deserów, ciast, ciasteczek, a także do zagęszczania zup i sosów. Można zastąpić ziemniaczaną.

Owsiana - Głównie do produkcji odżywek dla dzieci i płatków śniadaniowych, również na placki oraz chleb.

Pszenna - Wykorzystuje się na codzień w piekarnictwie, cukiernictwie, jako dodatek do sosów, zup, deserów oraz do panierowania mięs i tyb. Mąkę bardzo jasą uzyskuje się przez zmielenie samego środka ziarna (tzw. bielma). Ma ona dużo skrobi, jednak znacznie mniej białka, składników mineralnych i witamin. Najjaśniejsza i najdrobniejsza to mąka tortowa, szybciej wchłania wodę i łatwiej wyrabia się z niej ciasto, np. biszkoptowe czy na pierogi. Najgrupsza to krupczatka - idealna na ciasto kruche. Najcenniejsza zaśpod względem wartości (skrobia, tłuszcze, witamin z grupy B) jest mąka ciemna uzyskana z całego ziarna. Idealna na przykład do pieczenia chleba. Warto zwrócić uwagę na umieszczone przy nazwie mąki pszennej oznaczenia cyfrowe, np. typ 450 czy 480. Liczby te świadczą o ilości składników mineralnych zawartych w produkcie (sprawdza się ją, paląc próbkę mąki i potem ważąc popiół - im go więcej, tym większa liczba oznaczenia mąki). A im wyższe oznaczenie, tym więcej wartościowych składników.

Mąka ryżowa - Ta bezglutenowa mąka powstaje z ryżu łuskanego. Można z niej robić delikatny, przeźroczysty makaron do warzyw, mięs, sosów i zup. A także używać jako zagęszczacza, do deserów i jako dodatek do ciast.

Ziemniaczana - Z osuszonej i oczyszczonej skrobi. Świetne do zagęszczania potraw - nadaje odpowiednią konsystencje sosom i kisielom. W niewielkich ilościach można dodawać ją do panierek (np. do mięsnych dań kuchni chińskiej), klusek oraz ciast (np. sernika -a sprawia, że jest bardziej wilgotny).

Żytnia - Używana najczęściej do wypieku ciemego chleba (złoty pumpernikiel) i sucharów. Ze względu na niską zawartość glutenu (substancji, która ma wpływ na wartość wypieków). Często miesza się ją z przenną.

---

Więcej o wypiekach z mąki żytniej znajdziesz na www.zlotypumpernikiel.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Fastfood powolna śmierć

Autorem artykułu jest miwa



W dzisiejszych czasach coraz większym problemem staje się otyłość wśród dzieci. Liczba dzieci i młodzieży z dosyć dużą nadwagą stale rośnie. W związku z tym lekarze wraz z dietetykami ostrzegają przed istną epidemią tej choroby.

Choroba ta może za kilka lat nastąpić jeśli rodzice nie zaczną ograniczać swoim pociechom spożywania fast foodów. Maluchy już od małego są karmione takimi potrawami jak pizza, kebab, hot dog czy hamburger, a do tego popijają gazowanymi napojami. Takie nawyki żywieniowe są bardzo złe. W przyszłości może to się bardzo negatywnie odbić na ich zdrowiu.

Co więcej, otóż będzie im niezwykle trudno je zmienić. Te wszystkie uwielbiane przez zarówno dzieci jak i dorosłych pizzerie, hamburgery, kebaby są źródłem niezdrowego tłuszczu oraz cukru. Przykładowo więc stugramowa porcja frytek zawiera 560 kcal. Z kolei taka sama ilość ugotowanych ziemniaków ma zaledwie 60 kcal. Niemniej jednak blisko 40 procent kaloryczności we frytkach stanowi tłuszcz. Niestety większość barów szybkiej obsługi nie przestrzega także zasad smażenia produktów na tym samym oleju dłużej niż jeden dzień.

Poza tym, jeżeli olej jest podgrzewany zbyt dużo razy to uwalnia on szkodliwe dla zdrowia substancje. Na domiar złego podnoszą one poziom tak zwanego złego cholesterolu we krwi, a także przyspieszają rozwój miażdżycy oraz mają rakotwórcze działanie. Dlatego też pizza, kebab czy hamburger są nadmiernie bogate w tłuszcz i nie tylko są odpowiedzialne za zbyt duży przyrost tkanki tłuszczowej u maluchów lecz także są powodem poważnych chorób. W późniejszym czasie taka pizza, kebab czy hamburger może być przyczyną choroby zwanej wieńcową, a także niektórych rodzajów nowotworów układu pokarmowego.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

10 zasad zdrowego odżywiania

Autorem artykułu jest Tomasz K.



Zasady zdrowego żywienia powinny nam towarzyszyć w życiu codziennym. Szczególnie pamiętajmy o różnorodności spożywanych posiłków, aby kompleksowo zaopatrzyć organizm w składniki niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania.

10 zasad zdrowego odżywiania:

1. Zadbaj o różnorodność spożywanych posiłków.

Ta zasada jest bardzo istotna, ponieważ na rynku nie ma jednego produktu, który by potrafił w pełni zaopatrzyć organizm w niezbędne składniki odżywcze. Zawsze będą braki, które należy uzupełnić innymi produktami. Posiłek powinien być urozmaicony. Spożywaj codziennie przede wszystkim:

Warzywa oraz owoce, Produkty zbożowe, Produkty mleczne, Produkty wysokobiałkowe

2. Unikaj nadwagi oraz otyłości.

Skutecznym sposobem walki z nadwagą i otyłością jest nie tylko odpowiednie dobranie spożywanych posiłków, ale również aktywność fizyczna. Połączenie odpowiedniej diety i aktywności fizycznej jest skutecznym sposobem na utrzymanie optymalnej wagi i ładnej sylwetki. Wraz ze wzrostem aktywności wzrasta zapotrzebowanie na energię, i przykładowo osoby bardzo aktywne powinny spożywać więcej produktów zbożowych. Pamiętaj, że otyłość sprzyja powstawaniu chorób, tj:

Nadciśnienie tętnicze, Choroby niedokrwienne serca, Wysoki poziom cholesterolu, Cukrzyca

3. Zadbaj o dużą ilość spożywanych produktów zbożowych:

Produkty zbożowe to źródło węglowodanów i witamin, zapewniających prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Węglowodany złożone dostarczają Twoim mięśniom źródła energii na dłuższy okres czasu. Innymi wartościowymi składnikami produktów zbożowych są:

Białko, Witamina B1, Magnez, Żelazo, Błonnik pokarmowy

4. Pij codziennie mleko.

Mleko jest wartościowym źródłem białka, a białko jest składnikiem budulcowym dla Twoich mięśni, dlatego też białko jest jednym z najważniejszych składników żywieniowych. Ponadto pijąc mleko (co najmniej 2 szklanki dziennie) lub spożywając inne produkty białkowe (sery, jogurty, kefiry, maślanki) zaopatrujesz organizm w dużą ilość wapnia, które jest niezwykle ważny dla Twoich kości i zębów.

5. Mięso spożywaj umiarkowanie.

Spożywanie ryb i roślin strączkowych, będących wartościowym źródłem białka ma zastosowanie w profilaktyce niedokrwiennej serca (ryby) i profilaktyce miażdżycy (rośliny strączkowe). Mięso spożywane powinno być z umiarem. Stanowi bogate źródło białka, jak również niacyny, żelaza, cynku, witaminy B1.

6. Jedz dużo warzyw i owoców.

Bogate w witaminę C i beta-karoten, oraz składniki mineralne o błonnik pokarmowy stanowić powinny nieodłączny element codziennej diety.

Witaminy zwarte w warzywach i owocach mają działanie przeciwmiażdżycowe i pzeciwnowotworowe.Potas obniża ciśnienie krwi. Błonnik reguluje pracę przewody pokarmowego i obniża stężenie cholesterolu w surowicy

7. Ogranicz spożycie tłuszczów zwierzęcych.

Tłuszcze zwierzęce są bardzo niekorzystne dla osób z chorobami serca. W profilaktyce zawałów serca ogranicza się spożywanie tych tłuszczów, oraz produktów bogatych w cholesterol (tłuste mięsa, wędliny ciasta, czekolady). Tłuszcze roślinne nie wykazują takiego działania jak tłuszcze zwierzęce.

8. Unikaj spożywania cukrów i słodyczy.

Cukier jest niekorzystny dla zdrowia Twoich zębów, przyczyniając się do powstawania próchnicy. Ograniczenie jego spożycia nie tylko skutkuje pozytywnie dla staniu zdrowia zębów, ale również pozwala utrzymać należytą masę ciała. Sam cukier również nie posiada wartości odżywczych.

9. Ogranicz spożycie soli.

Sól jest szczególnie niewskazana w większych ilościach u osób z nadciśnieniem tętniczym, gdyż u wielu osób podnosi ciśnienie krwi. Ograniczenie jej spożycia zmniejsza ryzyko nadciśnienia tętniczego.

10. Kontroluj spożycie alkoholu.

Spożywanie alkoholu nie przynosi korzyści odżywczych dla organizmu, ma działanie uzależniające, oraz może doprowadzić szczególnie u osób pijących go nadmiernie do:

Podniesienie ciśnienia krwi, Marskości wątroby, Nowotworów i innych chorób.

---

www.gastropolia.pl - gastronomia i hotelarstwo


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Ryż - przysmak, w kilku kolorach

Autorem artykułu jest Joanna Marta Stando-Leśnik



Ryż zagościł na naszych stołach. I dobrze, śmiem twierdzić, że jego walory zdrowotne i smakowe przewyższają niejednokrotnie tak popularne w Polsce ziemniaki.

Cały problem z ryżem polega na jego przyrządzeniu. W tym tkwi sekret jego niepowtarzalnego smaku. A kiedy dodamy mu trochę koloru, uzyskamy kompozycje niczym z magicznej kuchni Pana Kleksa.

Najpierw kilka słów o samm gotowaniu. Ryż nie powinien być zbyt miękki. Ale ryż sypki nie nadaje się do przygotowania dań chińskich - właśnie dlatego, że się nie klei, a w tym wypadku powinien. Ryż ciemny zawiera więcej skaładników odżywczych niż biały. Kolejną odmianą ryżu jest tzw. ryż dziki, będącą w zasadzie rodzajem trawy, a nie tradycyjnych ziaren. Polecam na spróbowanie - przepis za zwyczaj znajduje się na pudełku.

Najszybciej gotuje się ryż w woreczkach. Teoretycznie gotuje się go ok. 5 min. Z doświadczenia wiem, że trwa to znacznie dłużej czasem nawet do 20 min. Ja osobiście wolę ryż gotowany tradycyjnie lub na sypko.

Ryż gotowany tradycyjnie:

Ryż opłukać, zalać zimną wodą i odstawić na 5 - 10 mniut. Odcedzić. Ugotować 2 razy więcej wody z dodatkiem soli, niż wynosi objętość ryżu. Dodać ryż i gotować na małym ogniu do czasu aż wchłonie wodę. Dodać masło i zamieszać. Przykryć garnek pokrywką i szczelie opatulić. Ja używam kilku warstw gazet, ręczników i kocy. I wkładam pod kołdrę :) Po ok. 40 min. ryż jest gotowy. Tak schowany ciepły będzie jeszcze przez kilka godzin. Zaletą tej metody jest to, iż istnieje niewielkie ryzyko przypalenia ryżu.

Gdyby jednak zdarzyło się, że ryż się przypali, należy go rozgarnąć i włożyć do garnka kromkę chleba i poczekać 5 min. Chleb wchłonie spaleniznę. Następnie ostrożnie wyjąć nieprzypalony ryż. Jeśli jest twardy należy go podgotować lub włożyć pod kołdrę :)

Ryż gotowany na sypko jest znacznie twardszy od gotowanego tradycyjnie. Ryż wrzucamy do dużej ilości osolonej wody i ugotować na półmiękko. Ugotowany przecedzić jak makaron i zalać zimną wodą.

A teraz kolorki :) Myślę, że jest to niezły pomysł na zchęcenie dzieci do jedzenia ryżu.

Zielony - ugotowany ryż mieszmy z natką pietruszki

Czerwony - do ugotowanego ryżu dodajemy podsmażone wczesniej na maśle kostki czerwonej papryki. Przyprawić solą i pieprzem.

Pomarańczowy - do ugotowanego ryżu dodajemy obrane i pokrojone w kostkę pomidory. Przyprawiamy zmiażdżonym czosnkiem i udekorować świeżą bazylią.

Brązowy - do ugotowanego ryżu dodajemy pieczarki usmażone z kawałkami słoniny.

Różowy - dodajemy odrobinę soku z buraków.

Żółty - do gotującego się ryżu dodajemy 1/2 łyżeczki kurkumy.

Ja kolorowy ryż ugotowany tradycyjnie nakładam łyżką do lodów - wygląda znacznie ciekawiej niż ten nakładany zwykłą łyżką. Można też użyć foremek.

---

Joanna Stando-Leśnik

www.kuchniawspomnien.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zupa meksykańska, czyli kocioł przyjaźni

Autorem artykułu jest Katarzyna Dudziuk



Co jest potrzebne, aby przygotować rzeczoną zupę? Przede wszystkim czas – dużo czasu. Zegarek albo minutnik – aby odmierzać dokładnie każdą półgodzinę. Garnek – duży, przynajmniej dziesięciolitrowy.

I składnik dosłownie kluczowy: potrzebna jest grupa głodnych przyjaciół, ażeby zabawiali gotującego podczas przygotowywania potrawy, a następnie pochłonęli zupę i wyrazili żal, że nic nie zostało na jutro.

Nie wiem dokładnie, skąd pochodzi ten przepis. Nie mam nawet do końca pewności, czy zupa rzeczywiście jest meksykańska. Pewnego dnia mój Ojciec uraczył naszą rodzinę tą zupą, a na nasze pytania i zachwyty podał jedynie krótkie wyjaśnienie, że podsłuchał przepis od koleżanek w pracy.

Niezależnie od tego, jaką drogę przepis na zupę meksykańską przebył, aby trafić do mojego domu, i pomijając fakt, że nikt nie wie, czy zupa ma cokolwiek wspólnego z Meksykiem, danie to weszło na stałe do żelaznego kanonu ulubionych dań mojej rodziny.

Za jej popularnością przemawia nie tylko smak. Wbrew ilości, jaka wychodzi z jednej porcji, i czasowi potrzebnemu do jej ugotowania, zupa ta jest najprostszą i najmniej pracochłonną potrawą na świecie. Jest za to bardzo czasochłonna, ale mnie osobiście to nigdy nie przeszkadzało, a jest to chyba jej jedyna wada.

Zupa meksykańska to zupa typowo jesienno-zimowa. Syci, rozgrzewa, podnosi na duchu. Nie miałam za wiele do tego sposobności, ale przy tych rzadkich okazjach, kiedy zostawało trochę zupy na następny dzień, okazywało się, że im częściej odgrzewana, tym lepiej smakuje (choć ja miałam okazję próbować ją tylko po dwóch odgrzewaniach). Do jej niewątpliwych zalet należy też fakt, że o ile pozostanie się w obrębie składników z przepisu, można dowolnie eksperymentować z ilością. Miałam okazję ugotować ją bez mięsa (mimo że jest ono jednym z głównych składników) i nikt z tego powodu nie narzekał. W jej skład wchodzą też warzywa z puszek z zalewami. Jeśli ktoś ma fantazję dodać dwie puszki kukurydzy zamiast jednej, nie ma po temu żadnych przeszkód. Jeśli ktoś chce dodać soję (lub kiełki sojowe) zamiast białej fasoli, też krzywdy zupie tym nie wyrządzi. Jedynymi składnikami, które są absolutnie nietykalne i niezbędne zupie, to cebula i przyprawy. Wiem z doświadczenia, że brak któregoś z nich znacznie umniejsza walory tego dania. I jej kolejna cudowna właściwość: jeśli doda się nieco mniej wody i pogotuje trochę dłużej, zupa z powodzeniem zmienia się w gęsty sos, który bardzo dobrze komponuje się z makaronem, albo – jak kto woli – z ryżem.

Dla mnie osobiście ta zupa jest związana z najmilszymi wspomnieniami z ostatnich dwunastu lat. Jest niezwykle prosta w wykonaniu, dlatego bardzo szybko mój Ojciec przekazał mi pałeczkę i od tamtej pory zupę gotowałam ja. Kiedy wyjechałam z domu na studia, dzieliłam los dziesiątek tysięcy innych studentów. Mieszkałam w akademiku, zawierałam przyjaźnie (które miały przetrzymać burze i trwać do dziś), udzielałam się w Kole Polonistów. I zaraziłam zupą meksykańską i moje współlokatorki z pokoju, i bliskich przyjaciół, i kolegów i koleżanki z Koła. Byłam też na tyle bezczelna, że nikomu nie zdradzałam dokładnego przepisu, tłumacząc dziewczynom, że dostaną go, jak powychodzą za mąż. Dziś już mogę przyznać – ponieważ przepis dawno powędrował w świat z moimi przyjaźniami i studenckimi znajomościami– że wcale o to nie chodziło, a jedynie o to, by zupę tę kojarzyli wyłącznie ze mną. I tak się poniekąd stało. Kiedy jadę w odwiedziny do przyjaciół, do miasta mojej studenckiej młodości, jadę tam z pewnością, że pierwszą rzeczą jaką będę tam robiła, będzie gotowanie zupy meksykańskiej. Wiem też, że przez cały czas moi przyjaciele będą się kręcić po kuchni, pytać, czy długo jeszcze, pomagać mi kroić cebulę, czytać mi na głos wyjątki z Kołakowskiego, opowiadać, co się zdarzyło, kiedy mnie nie było, irytować, rozśmieszać - czyli ogólnie rzecz biorąc, dodawać kolejne magiczne wspomnienia uwarzone przy zupie meksykańskiej – przy kotle przyjaźni.

Zupa meksykańska (przepis „klasyczny”)

1 litr wody

2 kostki rosołowe wołowe

4 duże cebule

pół kilo mielonego mięsa wieprzowego

1 puszka kukurydzy

1 puszka fasoli białej

1 puszka fasoli czerwonej

1 puszka soi albo kiełków sojowych (ja osobiście wolę kiełki)

1 łyżka ziół prowansalskich

2 łyżki majeranku

3-4 ząbki czosnku

2 małe puszki koncentratu pomidorowego

sól, pieprz

Litr wody zagotować w dużym garnku z kostkami rosołowymi. Kiedy woda się gotuje, pokroić cebulę w kostkę (nie musi być bardzo drobna) i wrzucić na patelnię na gorący olej. Kiedy cebula się zeszkli (ale nie podsmaży), a woda się zagotuje, wrzucić zeszkloną cebulę do wywaru i gotować na wolnym ogniu. Na tej samej patelni i oleju podsmażyć mięso mielone. Powinno być całe podsmażone i puścić sok. Kiedy będzie gotowe, dodać mięso razem z sokiem i olejem do gotującej się cebuli – i tutaj pojawia się na scenie rzecz niezwykle ważna: zegarek albo minutnik – i gotować na wolnym ogniu pół godziny. Otworzyć puszki i kiedy dzwonek oznajmi, że pół godziny minęło, dodać do wywaru RAZEM Z ZALEWAMI kukurydzę, fasolę białą i czerwoną oraz kiełki sojowe. Gotować na wolnym ogniu pół godziny. Następnie dodać zioła prowansalskie, majeranek i czosnek – najlepiej zmiażdżony w wyciskarce, ale jeśli ktoś nie ma wyciskarki, może go zwyczajnie pokroić w drobną kosteczkę. Gotować na wolnym ogniu pół godziny. Dodać oba koncentraty pomidorowe, posolić, dodać pieprzu do smaku i znów pogotować na wolnym ogniu pół godziny. W trakcie całego gotowania zupę należy od czasu do czasu pomieszać. Po upływie ostatniej półgodziny wyłączamy gaz i generalnie możemy jeść. Radziłabym jednak odczekać z dwadzieścia minut, ponieważ po tak długim gotowaniu zupa jest dosłownie parząca (moi przyjaciele nigdy nie czekają i zawsze mają poparzone języki).

Bon appétit :-)!

---

www.bonappetitcava.blogspot.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl